Poezja 2009


Edward Pasewicz


2010-01-08

"Radiowidmo" i arkusz "Wszystkie radiostacje związku radzieckiego" Agnieszki Mirahiny to bez wątpienia w naszej miejscowej poetyckiej orkiestrze dętej, głos czysty jak ton trąbki prowadzącej temat. I dobrze, bo ostatnio brakowało trochę wyrazistych tonów, prowokacyjnych ozdobników i odrobiny synkopowanej improwizacji, jaką bez wątpienia jest propozycja Mirahiny. Zobaczymy co z tego będzie dalej. Ale przynajmniej jest na co czekać, bo po arkuszu i debiucie, możemy sobie ostrzyć zęby na jakieś pożywne dania w przyszłości (jakby powiedział Tadeusz Pióro).

Ale prym wiedzie ostatnimi czasy (dla mnie jak zwykle) Piotr Sommer z niezwykle ważną książką "Dni i Noce", bo to od czasów "Piosenki Pasterskiej" (1999) pierwszy tom przynoszący nowy materiał poetycki. I to materiał pierwszej klasy. Wśród znakomitych wierszy jest kilka moich ulubionych, jak choćby przepiękna "Druga połowa" czy "Podloty". Ale u mistrza Sommera tak jest, że jego książki składają się z samych mocnych wierszy i kiedy się już w nie wejdzie, to znaczy kiedy one przyjdą do nas, to już się żyje z tymi frazami, zgodnie z dobowym rytmem dni i nocy. Czy można się dogadać z jego wierszami? Myślę, że tak i może to być takie "dogadanie się" na całe życie. Głos Sommera jest też ważny z innego powodu, w zalewie byle jakich "poetyckich" melodyjek, jego głos brzmi po prostu jak prawdziwa, krystalicznie czysta muzyka i o to chodzi, bo wszechobecny galamour znudził chyba już wszystkich. Widać też w tych wierszach, że "swoje przeszły", jak mówi sam Sommer, leżakowały. Rację mają ci, którzy zwracają uwagę, na to, że w nowych wierszach ważny stał się czas. Ale jest to raczej czas dziejącego się języka, niż ów kalendarzowy, do bólu powtarzalny. Dlatego też jest bardzo świątecznie w tych wierszach. Światecznie nie w znaczeniu tanich ozdóbek, choinek i święconych jajek. Świątecznie w znaczeniu spotkania z innym, osobistym i czułym językiem. I myślę sobie, że ten od czasów Różewicza, nasz największy poetycki rewolucjonista, potrafi dotknąć, właśnie w taki sposób, że idzie się dogadać, chociaż on mówi: Szkoda, można by sobie/ nawzajem pomóc,/ choć odrobinę. A jak się/ tak niechlujnie mówi,/nic z tego nie wynika, dalej/ nie wiadomo. Szkoda,/ już wyglądało, że idzie/ się dogadać – a tu proszę!

"Stan Skupienia" to jeden z ważnych wierszy pomieszczonych w tomie "Niepiosenki" Mariusza Grzebalskiego. Wiersz to ważny z wielu względów. Przede wszystkim inicjuje to, co w nowej poetyce poznańskiego poety najważniejsze, owo skupienie i niepiosenkowatość. Skupienie na płynnym przechodzeniu od obrazu do obrazu. Skupienie na odrzucaniu z wiersza tego, co nieistotne. Ponieważ nieomal uczestniczyłem w powstawaniu tej książki (Mariusz podsyłał mi jej kolejne wersje) widziałem, jak krystalizuje się i wyłania. A wszystko to za sprawą redukcji. Jakby Grzebalskiemu przyświecała jedna myśl: im prościej tym lepiej. I w tym wypadku, ascetyczna prostota, odejście od stylistycznych  figuracji, na rzecz (muszę to powiedzieć) soczystych akordów, dały po prostu doskonałe efekty. Ten język brzmi jak najczystszy madrygał, w którym nie ma ani jednej zbędnej nuty. Może się wydawać, że w nowej książce Grzebalskiego jest jakaś nihilistyczna rysa, negatywność, niepiosenkowość, ale to dobrze, w tej orkiestrze dętej zwanej poezją polską potrzebny jest trzeźwy cioranowski klarnet. Bo, rozumiecie, klarnet zgra się z całą orkiestrą, o ile sobie tego życzy, jeśli jednak nie, nie ma mocnych, będzie brzmiał obok. Grzebalski od zawsze miał osobny i wyrazisty głos, teraz jednak ów głos zyskał niepowtarzalne tony. Z minimalizmem Grzebalskiemu do twarzy, bo jest poetą, który potrafi z doświadczenia językowego wyabstrahować najważniejsze elementy i ułożyć je w nową całość. Jak czyni to w wierszu "Co robisz, morze?", w którym podział podmiot/przedmiot w nieomal buddyjski sposób po prostu zanika.  Buddyjska piosenka? Tak, tylko nie na poziomie czczych deklaracji, a fizycznej nieomal realizacji wiersza. I to jest to, co przesądza o istotności tej poezji.

Dla niektórych zaskakującym, a dla innych nie jest, tom Dariusza Sośnickiego "Państwo P.". O korelacjach pomiędzy tym tomem a Panem Cogito Herberta, już sporo napisano. W propozycji Sośnickiego, to pierwszy raz zastosowana liryka roli. I od razu powiedzmy, że jak zwykle u tego autora ujęta precyzyjnie, absolutnie logicznie i perfekcyjnie skonstruowana. Mogło się niektórym wydawać, że jest coś "niepokojącego" w tej propozycji, ale z książkami Sośnickiego zazwyczaj tak jest, że przy pierwszej lekturze niepokoją, odrzucają, ale i przyciągają. Bo przecież nie może być tak, żeby autor tej klasy popełnił złą książkę. I tak jest. Tych którzy twierdzili, że "Państwo P." jest książką słabszą w dorobku Sośnickiego, pragnę powiadomić, że się głęboko mylą. Jest inna, to nie ulega wątpliwości, ale słabsza.. co to to nie.

Dla tych, którzy kochają soczyste awangardowe kawałki w stylu Nikosa Saklkottasa (przypomnę, że to grecki awangardysta z XX wieku) i dla tych, którzy lubią polski futuryzm z lat 20 i 30, spieszę poinformować, że piękną nam niespodziankę i prezent zrobił Marcin Sendecki tomem "22". Jest coś z ducha dodekafonii w tych oktostychach, które nie tylko kłaniają się tradycji, ale przede wszystkim własnej nieskrępowanej wolności, bo wiersz nie musi być walizką, w której przemycamy jakąś treść, może być czystą samą w sobie walizką, piękną i wartościową, bo jest. Dlatego zawsze polecam Marcina Sendeckiego, bo wbrew temu co sądzą wyznawcy teorii spiskowych, nie jest to żaden hermetyzm, wstęp do teorii różanego krzyża, czy rozpisane na wersy chemiczne wesele Krzysztofa Rosenkreutza. To czysta radość pisania. I nawet jeśli niektórzy dopatrują się tam gier z codziennością, opieczętowania i skłonności do masońskiego rytuału, to powtórzę jeszcze raz: mylą się. Jest melodycznie. Ale to nie są ckliwe melodyjki. To jest ważna muzyka.

Że jest całkiem miło i dobrze w naszej orkiestrze poetyckiej świadczy także kolejny tom Tadeusza Pióry "Abecadło". Wszystko, co można powiedzieć o wierszach Tadeusza Pióry, znajduje się w wierszach Tadeusza Pióry. Trzeba przeczytać, bo jest to lektura obowiązkowa. Pióro jak zwykle bawi i uczy na zachętę fragment: Nic tu po pani. Fauna rządzi się sama, jesień wygląda jak wiosna, kompozytorzy płodzą bezrefleksyjnie. Biały człowiek, kiedy nie tańczy, musi stroić miny jak głowa państwa w muzeum strachów na wróble. No, niech ci będzie - jak bolszewik na góralskim weselu. Daleko nam do płci. Lecz cała reszta jest do wyboru. ("Farsala").
Można się tylko cieszyć, że Pióro jest w świetnej formie i wyglada na to, że jeszcze z lektury jego tekstów będziemy mieli wiele przyjemności.

"Niskie pobudki" to najnowsza książka Marcina Świetlickiego. To, co najlepsze u autora "Jedenaście", a więc niezrównany humor, ironia i mistrzowskie anegdoty, jest obecne i w nowym tomie. Który spina fraza A to jest zwyczajnie historia o człowieku,/który budzi się codziennie w innym łóżku.. Owa zwyczajność historii  nadzwyczajnie wciąga, bowiem czyta się nową książkę poetycką Świetlickiego jak powieść.

Na koniec muszę dodać, że jest to oczywiście subiektywny wybór. Jak państwo wiecie w orkiestrze jest wiele instrumentów, niektóre tak ważne, że się po prostu o nich nie wspomina, inne tak błahe że po prostu nie warto, jak na przykład instrument zwany frustą. Była owa frusta niegdyś biczem. Wydawała z siebie suchy dźwięk. Dziś po biczu zostały deszczułki, które ten bicz imitują. Co powiedziawszy zostawiam to wszystkim państwu pod rozwagę.

 



Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by