| Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...) więcej >> |
| | O książce
Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...) więcej >> |
|
|
Sławomir MrożekWybór nowszych opowiada Utwory dramatyczne i prozatorskie Sławomira Mrożka już kilka dziesięcioleci bawią i dają do myślenia publiczności teatralnej i czytelnikom na całym świecie. Jego starsze teksty z lat sześćdziesiątych, dzięki którym zdobył sławę światową, zawierają groteskową satyrę społeczną o tendencjach moralistycznych.
Od roku 1988 Mrożek publikował w Tygodniku Powszechnym krótkie opowiadania. Wcześniejszy moralizm i dydaktyzm zastąpił w nich wisielczym humorem, bardziej odpowiadającym światu w znacznym stopniu pozbawionemu tradycyjnych wartości, w którym czytelnika, znudzonego moralizowaniem, fascynować może już tylko brutalne ujawnianie najsurowszych prawd o życiu ludzkim - tak społecznym jak i osobistym. Opowiadania o życiu osobistym, nieraz pisane w poetyce pure nonsensu, mają charakter uniwersalny i na pewno mogą zainteresować i zaintrygować czytelnika z któregokolwiek kraju tak zwanej cywilizacji zachodniej, mającego podobny stosunek do podstawowych kwestii życiowych. Ale nie pozostaną wobec nich obojętni także czytelnicy z krajów należących do innych niż europejski kręgów kulturowych. Opowiadania związane bardziej z przemianami politycznymi i społecznymi w Europie środkowowschodniej, na pewno są najciekawsze dla czytelników z krajów postkomunistycznych. Ponieważ jednak przemiany te miały dość szeroki zasięg i były istotne również dla pozostałej części świata - warto byłoby, żeby zapoznali się z nimi i jej mieszkańcy.
Dziura w moście
Była rzeka, a na każdym jej brzegu miasteczko. Te dwa miasteczka połączone były drogą, która przechodziła przez most.
Pewnego dnia w tym moście zrobiła się dziura. Tę dziurę należało załatać, co do tego opinia publiczna obu miasteczek była zgodna. Powstał jednak spór o to, kto miał to zrobić. Bowiem każde z miasteczek uważało się za ważniejsze od drugiego. Miasteczko prawobrzeżne było zdania, że droga prowadzi przede wszystkim do niego, więc miasteczko lewobrzeżne powinno załatać dziurę, bo jemu bardziej powinno na tym zależeć. Miasteczko lewobrzeżne sądziło, że jest celem każdej podróży, więc naprawa mostu leży w interesie miasteczka prawobrzeżnego.
Spór trwał, więc tak samo trwała dziura. A im dłużej trwała, tym bardziej rosła wzajemna niechęć obu miasteczek.
Pewnego razu dziad miejscowy wpadł do tej dziury i złamał nogę. Mieszkańcy obu miasteczek pilnie go wypytywali, czy szedł z prawego brzegu na lewy, czy też z lewego na prawy, od tego bowiem zależało, które miasteczko ponosi odpowiedzialność za wypadek. On jednak nie pamiętał, ponieważ owego wieczoru był pijany.
W jakiś czas potem przejeżdżał tym mostem powóz podróżnego, wpadł do tej dziury i złamał oś. Ponieważ podróżny był przejazdem przez oba miasteczka, więc nie jechał ani z jednego do drugiego, ani z drugiego do jednego i mieszkańcy obu miasteczek odnieśli się do wypadku obojętnie. Rozgniewany podróżny wysiadł z karety, zapytał, dlaczego dziura nie jest załatana, i dowiedziawszy się dlaczego, oświadczył:
- Kupuję tę dziurę. Kto jest właścicielem?
Oba miasteczka zgłosiły jednocześnie swoje prawo do dziury.
- Albo wy, albo wy. Ta strona, która posiada dziurę, musi to udowodnić.
- A jak udowodnić? - zapytali chórem przedstawiciele obu gmin.
- To proste. Tylko posiadacz dziury ma prawo ją załatać. Kupię od tego, kto naprawi most.
Mieszkańcy obu miasteczek rzucili się do roboty, podczas gdy podróżny palił cygaro, a jego stangret wymieniał oś. Migiem most naprawili, poczem zgłosili się po należność za dziurę.
- Za jaką dziurę? - zdziwił się podróżny. - Nie widzę tu żadnej dziury. Od dawna rozglądam się za jakąś dziurą do nabycia, jestem gotów zapłacić grube pieniądze, ale przecież wy nie macie żadnej dziury do sprzedania. Kpicie sobie ze mnie, czy co?
I wsiadł do powozu i odjechał. Zaś między miasteczkami nastąpiło pojednanie. Mieszkańcy obu zgodnie teraz czatują na moście i co jakiś podróżny nadjedzie, to go zatrzymują i biją.
Polish edition by Oficyna Literacka NOIR SUR BLANC
German edition by Diogenes: Zürich 1995
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|