Tak naprawdę jednak ludzie żyją nie mechanicznie i matematycznie, tylko, juk by tu to nazwać, powiedzmy - l u d z i e ż y j ą m n i e j w i ę c e j. Posuwają się trochę po omacku. Nie znając naprzód Losu, wyznaczają sobie kolejne ludzkie (...) więcej >>
Każda historia zawsze się gdzieś zaczyna. Ta zaczyna się w Hrubieszowie, bo stamtąd pochodzili przodkowie Henryka Goldszmita znanego powszechnie jako Janusz Korczak. Hrubieszów to miejscowość w województwie lubelskim, tuż przy granicy z Ukrainą, położona malowniczo nad rzeką Huczwą, a właściwie objęta dwiema jej odnogami. Urzeka uroda tamtejszych (...) więcej >>
Powoli kładę na biurku niedokładnie wypełnioną ankietę, tuż obok dwu kolorowych fotografii w złotych ramkach. Na pierwszej uśmiecha się dwójka małych, pucołowatych dzieci. Na głowach mają plastykowe hełmy wikingów z rogami, w każdej chwili gotowi dźgnąć nimi podłego wroga. Druga fotografia ukazuje siedzącą przede mną urzędniczkę, pogrążoną w intymnej rozmowie z Pią Kjærsgaard, przewodniczącą nacjonalistycznej i szczerze gardzącej obcymi Duńskiej Partii Ludowej (Dansk Folkeparti). Przypominam sobie, że niedawno pewien aktywista tej partii porównał muzułmanów do „komórek raka, niszczących zdrowe ciało duńskiego społeczeństwa". - Biały? - mówi niesłychanie zdziwiona urzędniczka. - Myślałam, że do mnie przychodzą tylko czarni. Ale, co prawda, kolory widzimy przez kontrast. W końcu bez białego nie ma czarnego, ani odwrotnie - i śmieje się cicho. Myślę, że na europejskim kontynencie nasze poczucie humoru, a z pewnością i ironicznej sprawiedliwości, związane jest z głębokim przekonaniem, że kolory nie są niewinne. Ze biały jest poważniejszy, a nawet godniejszy od czarnego lub czerwonego, a z całą pewnością od żółtego. - Owszem, cały biały - odpowiadam, podchodząc bliżej, aby sama mogła się przekonać, że jestem nad wyraz prawdomówny. - Ale mieszkasz z czarnymi - podpowiada, odczytując adres z ankiety. To prawda. Mam pokój w betonowym getcie, jak takie osiedla nazwała prasa. Dawniej w gettach mieszkali Żydzi, dzisiaj buduje się je w Europie dla muzułmanów. Zapewne tam, gdzie mieszkam, wśród ludzi z ponad trzydziestu krajów o twarzach żółtych, brązowych i zupełnie czarnych, jestem jedynym białym. Ale jestem także Żydem, czuję się zatem, jakbym powrócił do domu. Wprowadziłem się do getta niedługo po rozwodzie, gdy zostałem zupełnie sam. Żona zabrała także dziecko. Po raz pierwszy pomyślałem wówczas o samobójstwie. - Nie - odpowiadam, kładąc dłoń na jej biurku - mieszkam sam. - Na imię mam Mette - mówi cicho kobieta. Wysuwa dłoń przed siebie, aby mnie zatrzymać. Nie patrzy już na leżący przed nią papier - nie podchodź zbyt blisko... nie, nie wyciągaj ręki, nie wiadomo, czego dotykałeś przed chwilą. Wy, cudzoziemcy, wszyscy jesteście tacy sami. Ciągle czegoś szukacie, jak nie w nosie, to w spodniach. Zawsze chcecie mówić, zanim wysłuchacie. Nie siadaj na krześle, to nie potrwa długo. Stań, o, tam, po drugiej stronie stołu, naprzeciwko mnie. Stój spokojnie, gęba na kłódkę (hold kæftt). Teraz ja mówię. Mimo to milknie i pochyla się nad moimi papierami. - Polak? - pyta wreszcie, a zabrzmiało to jak: chuligan, włóczęga i cynik. Milczę. Zawsze miałem kłopoty z pochodzeniem, bo moja żydowska matka, aby ukryć swoją nieludzkość, w kółko powtarzała, że jest Polką, a ojciec, Polak i komunista, twierdził, że najlepiej być Rosjaninem. Z kolei ja w Kopenhadze zapragnąłem być Duńczykiem, ale co trzecie słowo zdradzało mnie i szybko przechodziło na stronę wroga. - Owszem, także Polak - odpowiadam, ale właśnie akcent, zbyt późno umieszczony w trzecim słowie, uniemożliwia jej zrozumienie ironii. - Posłuchaj - mówi - mam dla ciebie pracę w hospicjum, przy umierającym. Jest sam. Bez żadnej rodziny. Przyjechał niedawno z Polski do Danii i naraz - nieoczekiwanie i na koszt innych - umiera. Akurat zrezygnował ktoś, kto opiekował się nim przez kilka dni i nie ma nikogo na zastępstwo, więc możesz zacząć już jutro. Twoje stanowisko nazywa się Dodens-assistent - asystent śmierci - brzmi to zupełnie jak tytuł uniwersytecki, co? - I śmieje się, zaciskając usta, może ma zęby niezupełnie w porządku, a może odwrotnie - ma aż zbyt duże i ostre, wprost wilcze, i dlatego je ukrywa? Ale mnie nie jest do śmiechu. Wiem przecież, co to kapitalizm. Na razie trzymam jednak ostrze mojego języka za zębami. Miękko tylko pytam: - Czy nie ma czegoś bliżej życia? Bardziej konstruktywnego, jak na przykład murowanie domów? Pochyla się nad papierami. - Arbejde gi'r livet mening (Praca nadaje sens życiu) - wypala w końcu mądrość, która z pewnością skłoniła ją do szukania pracy w Urzędzie Zatrudnienia. Na co ja w tym samym, nieobcym mi przecież, języku: - Zauważ, że w istocie nadaje ten sens od niedawna. Na przykład starożytni Grecy i Rzymianie nazywali ludzi pracujących niewolnikami, a także psami, świniami i baranami, i słyszeć nie chcieli, że ich czarne, śmierdzące potem życie ma jakiś sens. Praca? To była tylko kara. Dopiero kapitalizm uczynił z pracy, a nie ze sztuki, religii czy wierszy, sens ludzkiego życia. Patrzy na mnie nieprzyjaźnie. Jeżeli nic nie zrozumiała, to dlatego, że nie wolno jej tego pojąć. Przecież mówię powoli i wyraźnie. Chrząka, aby poprawić sobie humor, a może i duńską wymowę, nieco już zainfekowaną obcymi dyftongami białego petenta. Patrzy teraz na mój nos, który właściwie nie był mój, bo miałem go po matce, ale nie potrafiłem na czas oddać. Przez chwilę obawiam się, że oskarży mnie, iż noszę cudzą własność. Ale szybko spuszcza wzrok i znowu zaczyna szukać wolnej posady. Przerzuca papiery, zamyśla się, jeszcze raz przegląda moje dane. - Do niczego się nie nadajesz - mówi zdecydowanie. - Wiesz, że Duńczycy surowo oceniają obcych. - Surowo, ale sprawiedliwie - mówię, rozciągając nieco słowa, bo na państwowym kursie dla cudzoziemców duńskiego uczyła mnie Hinduska. - Naukowiec, pisarz... - Mette czyta z papierów. - Czy sądzisz, że wy wciąż jesteście ludziom potrzebni? - Skądże! Nie, nie w Danii - potakuję z ulgą, przekonywająco, bo przeczenie w każdym języku wychodzi mi najlepiej.
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia.
Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną.
(zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »