Trociny

Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...)
więcej >>

Ręka Flauberta

O książce

Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...)
więcej >>

Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Dom Róży. Krýsuvík


O książce

Róża. Kochana Róża. Poznaliśmy się w dość dziwnych okolicznościach, hmmm, tak, to było dziwne, bo nikt mnie nie powiadomił w pierwszych dniach pracy na Dachu, że mieszka tu niewidoma, właściwie nie wiedziałem o jej obecności, bo na początku nie interesowałem się drugą stroną korytarza, nie doszedłem do ostatniego mieszkania, nie zerknąłem na wizytówkę. Róża nigdy nie wychodziła na posiłki, pani z kuchni zawsze niosła tacę z jedzeniem na koniec korytarza i po chwili wracała z pustą. Nigdy nie pytałem, gdzie idzie, do kogo, nie wchodziłem w szczegóły, a po paru dniach okazało się, że zostałem wybrany, bo Różą zajmowała się kobieta, na której miejsce przyjęto mnie do pracy. Szefowa powiadomiła mnie pewnego ranka, że Róża została mi przydzielona, powiedziała, że mam być dobry i miły, bo to ktoś bardzo wrażliwy i całkowicie świadomy, że muszę uważać, co i jak mówię, jest niewidoma, ale jakby wszystko widziała, powiedziała, że sam się przekonam.
Zapukałem. Spokojny, ciepły głos dobiegł ze środka, otworzyłem drzwi. Chyba śniłem. Przez całe miesiące pracy na innych piętrach, oddziałach, zapach moczu prawie mnie nie odstępował, na Dachu już tak nie pachniało, ale to też nie był zapach róż, a tu zniewalająca mgiełka zapachu, właśnie różanego zapachu, dziwne, dziwne, pociągnąłem nosem. — Przyjemne, prawda? — odezwała się zachęcająco staruszka siedząca w głębokim fotelu obitym zielonym aksamitem. Miała zamknięte powieki. Śliczna była w tym fotelu, jak dostojna królowa, miała w swojej twarzy coś z monarszego majestatu, mądrości, a zarazem świeżego powiewu mojej pierwszej miłości, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że w fotelu siedzi Ula, przecież to była taka ogromna różnica wieku, ale jednak, jednak serce drgnęło, jak kiedyś bardzo dawno temu na prywatce w Dzierżoniowie. — To olejek różany — powiedziała cicho. — Pięknie pachnie i działa odprężająco. Usiądź proszę. Powiedz mi coś o sobie. Usiadłem naprzeciwko, nie mogłem jakoś zacząć, to nie był strach czy nieśmiałość, to raczej zdziwienie, że siedzę przed Ulą, a ona mnie nie widzi, teraz biły się we mnie myśli, czy Ula to reinkarnacją Róży,czy też jest na odwrót. W niektórych wierzeniach reinkarnacja działa w obie strony, a może tylko niedokładnie przeczytałem podręcznik do religioznawstwawręczony mi w czwartej klasie ogólniaka. To miał być eksperymentalny przedmiot i takim pozostał, bo eksperyment trwa dale), nie kończy się. Zadziwiające też było, że osoba niewidoma ma tak gustownie urządzony pokój, że kolory nie gryzą się, że wszystko jest stonowane. A może ona widzi, tylko udaje. Przecież wielu oszustów spotkałem na swojej drodze życia w Polsce
nawet tu, w domu starców. Niektórzy drwią z oszustów. Pamiętam małą Rumunkę, miała może pięć lat,siedziała przed kościołem na Świdnickiej we Wrocławiu i żebrała, ktoś zrobił jej kawał i napisał tabliczkę po polsku, jestem w ciąży, proszę o wsparcie. Nie zarobiła tego dnia, może zebrała co najwyżej wieczorem baty od ojca, który nie dozbierał wystarczającej ilości złotówek na wymianę w całodobowym kantorze. Albo taki Elli, ten to już z domu starców. Jak się go o coś prosiło, to nie słyszał, a jeśli zapytało się o pożyczkę tysiąca koron, to natychmiast odpowiadał, że nie ma. Nad fotelem wisiał olejny portret. Przedstawiał dziewczynkę siedzącą na krześle w granatowej sukience uwieńczonej białym kołnierzykiem. Dziewczynka miała spięte włosy, zielone oczy, bladawa trochę była, smutna, na kolanach trzymała lalkę ubraną w narodowy strój. — To moja siostra, moja młodsza siostra — powiedziała Róża. Zaskoczyła mnie. Może ona rzeczywiście widzi. — Ka-ritas miała na imię, zginęła, jak miała pięć lat, ten portret to wszystko, co po niej zostało. I pamięć oczywiście, pamięć, moja kochana siostra, Karitas... Czujesz się nieswojo w obecności kogoś takiego jak ja. Nic nie mówisz i pewnie myślisz, że oszukuję, że może w najlepszym wypadku niedowidzę. Dziewczyna, która pracowała tu przed tobą, też mnie na początku podejrzewała. Ja nie widzę od urodzenia, ale jestem już stara i potrafię sobie rzeczy dobrze wyobrażać, to tak jakbym je widziała. Wiem, że jesteś z zagranicy, powiedz coś, niech usłyszę twój głos. — Mam na imię Hubert. — Jak? — Hubert. — Hypert? Dziwne imię. Przyzwyczaiłem się do tego zniekształcania, bezdźwięcznego wymawiania mojego imienia. Tak tu wszyscy je wymawiają. — A jak brzmi w twoim języku słowo Rosa, moje imię, kwiat. — Róża. — Oo, jeszcze raz proszę. Męczyła się, nie mogła wymówić, ale widać, że spodobał się ten słowiański świst, drżenie języka, powietrze, które może wprowa-dziło ją w wibrację. — Nie potrafię tego wymówić, to zbyt trudne, ale podoba mi się, możesz tak do mnie mówić Hypert. Jeszcze raz powiedz. — Róża. — Tak, tak, możesz tak na mnie mówić.



Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by