Trociny

Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...)
więcej >>

Ręka Flauberta

O książce

Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...)
więcej >>

Boleslaw Miciński

Eseje


Istnieje pewne zjawisko charakterystyczne dla kultury polskiej, które dotychczas pozostawało w cieniu, choć zasługuje na uwagę: chodzi o esej literacki. Pod tym pojęciem rozumiemy krótkie teksty, w których refleksje moralne, polityczne, artystyczne, są wyrażone w formie dbającej o charakter literacki i poetycki. Teksty pisane jako monologi, w zdecydowanej większości w pierwszej osobie, stapiają w sobie wyrażenie myśli z sugestią prozy, która wciąga czytelnika i sprawia, że wszelkie argumentacje stają się bardziej barwne i dialektyczne w porównaniu z tradycyjnym esejem.
Filozof Bolesław Miciński był jednym z największych przyjaciół Jerzego Stempowskiego; podzielał wiele z jego poglądów oraz znakomity warsztat pisarski. Jego przedwczesne odejście sprawiło, iż pozbawieni zostaliśmy talentu czystej wody wyzierającego spośród tej niewielkiej liczby tekstów, jakie po nim zostały. Miciński, zarówno z uwagi na styl literacki jak i na charakter refleksji filozoficznej, jawi się jako autor niezmiernie nowoczesny: "Pisanie moje to próba filozofowania w innych formach niż te, w których filozofia krzepnie mniej więcej od 150 lat".
Jego koronnym dziełem jest Portret Kanta (1941) czyli opis (pod pewnymi względami podobny do De Quincey'a) ostatnich dni wielkiego niemieckiego filozofa, podczas których na skutek nasilającej się choroby zamek Porządku i Rozumu, budowany w sposób maniakalny przez całe życie, rozpada się, tworząc miejsce dla Chaosu i ciemności. Innym znamienitym jego esejem są Podróże do Piekieł (1937), w którym analizuje kilka słynnych odwiedzin w piekle dokonanych przez literaturę Zachodu - od Ulissesa przez Eneasza na Robinsonie Crusoe skończywszy - w celu stworzenia, na zasadzie antytezy freudowskiej, "linii cienia". Esej pod tytułem Myśli o wojnie (1947), pisany w latach 1941-1942, charakteryzuje się znaczną błyskotliwością i nonkonformizmem. "Wojna wyzwala w nas nienawiść i wraz z nienawiścią wyzwala potępione uczucia, ce qui dans l'homme n'est pas humain. Zapewne, ale wojna wyzwala w człowieku heroizm. Dlatego warto nienawidzić i cierpieć i walczyć, aby zasłużyć sobie na szacunek w oczach własnych. I nie tylko w naszych, ale i w oczach tych, którym chcemy przekazać wartość życia godną człowieka - nie niewolnika."


Podróże do piekieł Dzieci, które psychoanaliza określa jako twory stuprocentowo "perwersyjne" i "kryminalne" - nie znają uczucia miłości w całym jego powikłaniu, choć jak nas zapewnia św. Augustyn, uczucie zazdrości nie obce jest nawet niemowlętom. Biedne małe "potworki" nie mogą jeszcze odtworzyć w swoich brudnych duszyczkach tych zawiłych stanów, które są wyłącznym przywilejem "pewnego" - jakby powiedział Pan Pickwick - wieku.
Miłość jest dla nich j e s z c z e słowem tajemniczym (bo warunkiem zrozumienia jest uprzednie doświadczenie danej sprawy psychicznej) i d l a t e g o z t a k i m z a u f a n i e m w s p i e r a j ą s i ę n a n i m m a l i c z y t e l n i c y T r y l o g i i. Podobnie urok niewyczerpalnych zasobów materialnych lorda Glenarvana (Dzieci kapitana Granta)
i niespożytości energii psychicznej Old Shatterhanda (Karol May) związany jest z absolutną nierzeczywistością ich dziejów i schematycznym uproszczeniem psychologicznym. Jest to najjaskrawsza fantastyka, przerastająca o niebo wizje Wellsa i bajeczny świat Grimma - jedyna w swoim rodzaju, niezrównana fantastyka p s y c h o l o g i c z n a.
Badacz utworu literackiego znajduje najciekawszą deformację rzeczywistości w tej dziecinnej beletrystyce, która z sumienną precyzją oblicza każdy drobiazg i z pierwszej ręki czerpie wiadomości o świecie (atlasy, potężne tomy geografii, podręczniki fizyki itd.). Nie dziwią nas bynajmniej w y n a l a z k i inż. Cyrusa Schmita, który wylądowawszy na bezludnej Wyspie tajemniczej, skonstruował z paroma przyjaciółmi (Gedeon Spillet, Pankroff, Nabb) telegraf, telefon, drogi żelazne, nitroglicerynę i patefon, mając za jedyne narzędzia psią obrożę i szkiełko od zegarka. Dziwi nas inż. Cyrus! Zdumiewa jego o s o b o w o ś ć! Bo i jakże to, ani chwili wahania, załamania zwątpienia? Nawet bohaterowie Homera poddani byli ludzkim słabostkom: Tetis w odmętach morskich słyszała lamentujące wrzaski Achilla, ileż to łez wylał niezłomny Odyseusz, Ajaks w obłędzie rzucił się na trzodę baranów!
Nad otchłanią cierpienia, słabości i zła stoją tylko posągowo niezmienni, pewni, uczynni, zawsze uśmiechnięci w gąszczach wąsów i bakenbardów bohaterowie Vernego i Maya: Lord Glenarvan, major Mac Nabb, Paganel, Tom Austin, John Mangles, kapitan Nemo, Old Shatterhand i Winnetou.
Ci ludzie XIX w., dostojni brodacze w surdutach i vicemundurach o głowę przerośli homeryckich półbogów. Istnieją poza czasem, jak idee, jak abstakcje, zawsze n i e z m i e n n i. I na tym właśnie polega zupełna deformacja rzeczywistości. W "życiu" bowiem Old Shatterhand choć raz powinien byłby dostać porządnie w skórę od Kurdów czy Komanczów, Paganel choć raz powinien byłby się zdobyć na chwilę koncentracji i skupienia. W naszym czterowymiarowym świecie nie ma bowiem niezmiennych idei "siły", "bogactwa", "roztargnienia", "męstwa" i "dobroci", podobnie jak nie ma ich w platońskim niebie.
Nie imają się ich ni cierpienia, ni choroby; Kara-ben-Nemzi przeszedł dżumę (Karawana śmierci) tak jak my przechodzimy katar lub lekką grypę. Są to ludzie wolni od urazów psychicznych, a zdarzenia zewnętrzne spływają po nich jak bezsilne strugi deszczu z pomnika Horacego, nie żłobiąc trwałych bruzd.
Rozpatrzmy dzieje pasażerów "Duncana": ziemia drży pod ich stopami w Kordylierach, zalewa ich powódź w Pampasach, toną w odmętach Indyjskiego Oceanu, w sercu Australii osaczeni przez bandytów przeprawiają się przez rwące nurty rzeki Snowy po to, aby po rozbiciu brygu "Mackarie" wpaść w ręce ludożerców, a przecież w najcięższych opresjach z zapałem "naturalistów" dyskutują zawile o "kiwi" (apterix) przedziwnym ptaku zelandzkim i o topografii brzegów Wajpy. Oto heroizm! Nawet Olbinett, lokaj lorda Glenarvana, posiada wszystkie cechy mitycznych półbogów: "śniadanie na stole" - mówi Olbinett podając strudzonym wędrowcom, którzy znaleźli schronienie na szczycie wybuchającego wulkanu, ochłapki z uczty śmiertelnej zamordowanego ludożercy. Wierny sługa mógłby się choć raz załamać po tylu, tylu dramatach. Ale Olbinett o niebo przerósł Eneasza, który ze zgrozą (animus meminisse horret) opowiadał biednej Dido o upadku Troi.
Niestrudzeni poszukiwacze kapitana Granta nie znali "nerwów", psychoanalizy ani bromuralu. W ich niestrudzonych organizmach prąd nerwowy przebiegał niezmiennie z "przepisową" szybkością 120 metrów na sekundę, wzdłuż pięknych, białych włókienek owiniętych w świeżutkie osłonki myelinowe.
Ci ludzie-schematy przypominają szklany model człowieka w Anatomicum, z jego nienaganną i przejrzyście zaznaczoną siecią systemu nerwowego, z błękitnie barwionym nerwem błędnym, z precyzyjnie zaznaczonymi ośrodkami bólu, głodu, rozkoszy i pragnienia.
Ale szklany automat nie oglądał nigdy swymi szklanymi oczyma ani fregat pochylonych na falach Pacyfiku, ani potężnych drzew eukaliptusowych, ani Krzyża Południa. Szklany człowiek widział tylko raz wypchaną sowę i wiewiórkę na drucianym szkielecie. I dlatego my, ludzie, którym macki nerwów oplotły serce jak gałązki okrutnej jemioły, z zapartym oddechem śledzimy peregrynacje bohaterów "Duncana", niezmiennych idei bez psychicznych urazów. Jeden tylko (Ayrton) wyłamał się z tych boskich ram: zmienił się. Ale na lepsze. Oto lektura pocieszenia!
Drugą, obok niezmienności, cechą idei jest, jak wiadomo, ich wieczność. Wystarczy jednak prześledzić bliżej dzieje niezrównanego Karola Maya, aby się przekonać, że i ten atrybut nie obcy jest naszym bohaterom.
Wierny Halef - niewątpliwy odpowiednik Sama Wellera - nie będzie kroczył za dromaderem niosącym trumnę ze zwłokami jego pana. W przeciwieństwie bowiem do Pickwicka, Old Shatterhand vel Kara-ben-Nemzi bytuje poza czasem i dobrze wiedzą o tym mali, pilni czytelnicy jego dzieł. Ten niezrównany poliglota, któremu nieobce było żadne narzecze Indian (Komanczów, Szoszonów, Siuxów, Apaczów, Irokezów), przed którym filologiczne zawiłości Wschodu nie kryły żadnych tajemnic, ten nieporównany znawca historii i subtelny badacz religii porównawczej, niezawodny strzelec, wielbiony przez cowboyów "Westman", w i e k i chyba musiał strawić nad zgromadzeniem zasobów swojej wiedzy i doświadczenia, nad ugruntowaniem swojej sławy, która gromkim echem brzmiała od Kurdystanu po Chiny i Kordyliery!
Widzimy go: na dromaderze, z rozwianą brodą filologa niemieckiego uniwersytetu, w vicemundurze c. k. dostojnika, potrząsa sztućcem Henry'ego i recytując sury Koranu niesie sławę swego imienia cichym ludziom dobrej woli.

Bolesław MICIŃSKI (1911 - 1943) - autor esejów filozoficznych i literackich. Polish edition by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK

Powrót





autora
książki
na stronie
fragmentu
aktualności




Imię:
Email:
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia. Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną. (zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)





W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »




© 2003-2012 Instytut Książki identyfikacja wizualna by