| Jestem komiwojażerem zbędności, moja praca polega na jeżdżeniu po Polsce i spotykaniu się z nieznajomymi ludźmi, z którymi nie mam ochoty się spotykać, spędzaniu z nimi czasu, który ma swoją wymierną cenę, choć żadnych korzyści nie przynosi, a potem wracaniu do Warszawy albo jechaniu gdzieś dalej lub bliżej. Jestem zawodowym pielgrzymem, (...) więcej >> |
| | O książce
Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...) więcej >> |
|
|
Zbigniew HerbertElegia na odejście Zbigniew Herbert był niewątpliwie jednym z najwybitniejszych poetów okresu powojennego. W jego poezji wzory klasyczne zjawiają się w nowoczesnym kontekście, ideały humanistyczne czy chrześcijańskie zderzają się z rzeczywistością. Jest to poezja ironiczna, która często istnieje na tle polskiej historii XX stulecia. Po śmierci poety można liczyć na ponowne zainteresowanie na Zachodzie tą poezją o dużym ładunku intelektualnym i o uniwersalnym znaczeniu. Na co wskazuje chociażby nowy wybór jego poezji w przekładach na angielski Elegy for the Departure and Other Poems, wydany w roku 1999.
Elegia na odejście pióra atramentu lampy
1
Zaprawdę wielka i trudna do wybaczenia jest moja niewierność bo nawet nie pamiętam dnia ani godziny kiedy was opuściłem przyjaciele dzieciństwa
naprzód zwracam się kornie do ciebie pióro z drewnianą obsadką pokryte farbą lub chrupkim lakierem
w żydowskim sklepiku - skrzypiące schodki dzwonek u drzwi oszklonych - wybierałem ciebie w kolorze lenistwa i już wkrótce nosiłeś na swym ciele zadumę moich zębów ślady szkolnej zgryzoty
srebrna stalówko wypustko krytycznego rozumu posłanko kojącej wiedzy - że ziemia jest kulista - że proste równoległe w pudełku sklepikarza byłaś jak czekająca na mnie ryba w ławicy innych ryb - dziwiłem się że tyle jest przedmiotów bezpańskich i zupełnie niemych - potem na zawsze moją kładłem cię nabożnie w usta i długo czułem na języku smak szczawiu i księżyca
atramencie wielmożny panie inkauście o świetnych antenatach urodzony wysoko jak niebo wieczoru schnący długo rozważny i cierpliwy bardzo przemienialiśmy ciebie w morze Sargassowe topiąc w mokrych głębinach bibułę włosy zaklęcia i muchy aby zagłuszyć zapach łagodnego wulkanu apel przepaści kto was dzisiaj pamięta umiłowani druhowie odeszliście cicho za ostatnią kataraktę czasu kto was wspomina z wdzięcznością w erze szybkich głupiopisów aroganckich przedmiotów bez wdzięku imienia przeszłości
jeżeli o was mówię to chciałbym tak mówić jakbym wieszał ex voto na strzaskanym ołtarzu
2
Światło mojego dzieciństwa lampo błogosławiona
w sklepach starzyzny spotykam czasem twoje zhańbione ciało
a byłaś dawniej jasną alegorią
duchem uparcie walczącym z demonami gnozy cała wydana oczom jawna przejrzyście prosta
na dnie zbiornika nafta - eliksir pralasów śliski wąż knota z płomienistą głową smukłe panieńskie szkiełko i srebrna tarcza z blachy jak Selene w pełni
twoje humory księżniczki pięknej i okrutnej
histerie primadonny nie dość oklaskiwanej
oto pogodna aria miodowe światło lata ponad wylotem szkiełka jasny warkocz pogody
i nagle ciemne basy nalot wron i kruków złorzeczenia i klątwy proroctwo zagłady furia kopciu
jak wielki dramaturg znałaś przybój namiętności i bagna melancholii czarne wieże pychy
łuny pożarów tęczę rozpętane morze mogłaś bez trudu powołać z nicości krajobrazy zdziczałe miasto powtórzone w wodzie na twoje skinienie pojawiali się posłusznie szalony książę wyspa i balkon w Weronie
oddany byłem tobie świetlista inicjacjo instrumencie poznania pod młotami nocy
a moja druga płaska głowa odbita na suficie patrzyła pełna grozy jak z loży aniołów na teatr świata skłębiony zły okrutny
myślałem wtedy że trzeba przed potopem ocalić rzecz jedną małą ciepłą wierną
tak aby ona trwała dalej a my w niej jak w muszli
3
Nigdy nie wierzyłem w ducha dziejów wydumanego potwora o morderczym spojrzeniu bestię dialektyczną na smyczy oprawców
ani w was - czterej jeźdźcy apokalipsy Hunowie postępu cwałujący przez ziemskie i niebieskie stepy niszcząc po drodze wszystko co godne szacunku dawne i bezbronne
trawiłem lata by poznać prostackie tryby historii monotonną procesję i nierówną walkę zbirów na czele ogłupiałych tłumów przeciw garstce prawych i rozumnych
zostało mi niewiele bardzo mało
przedmioty i współczucie
lekkomyślnie opuszczamy ogrody dzieciństwa ogrody rzeczy roniąc w ucieczce manuskrypty lampki oliwne godność pióra taka jest nasza złudna podróż na krawędzi nicości
wybacz moją niewdzięczność pióro z archaiczną stalówką i ty kałamarzu - tyle jeszcze było w tobie dobrych myśli wybacz nafto naftowa - dogasasz we wspomnieniach jak opuszczony obóz
zapłaciłem za zdradę lecz wtedy nie wiedziałem że odchodzicie na zawsze
i że będzie ciemno
Polish edition by Wydawnictwo Dolnośląskie English edition by Ecco Press: New York 1999
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|