Tworki (el manicomio), tłum. Maila Lema Quintana, Barcelona: Acantilado, 2011
niemiecki:
Terminal, Herne: Tibor Schäfer Verlag, 2000.
Bieńczyk Marek
(ur. 1956) – prozaik, eseista, historyk literatury, tłumacz z języka francuskiego, pracownik Instytutu Badań Literackich PAN, znawca literatury polskiego romantyzmu i współczesnej humanistyki francuskiej. Jego debiutem naukowym była rozprawa Czarny człowiek. Zygmunt Krasiński wobec śmierci (1990). Autor ogłosił także dwie – niejako dopełniające się – książki eseistyczne: Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty (1998) oraz Oczy Dürera. O melancholii romantycznej (2002). Od tej „ponurej” tematyki (doświadczenie utraty, żałoba, ból rozstania) nie są wolne wyśmienite powieści Marka Bieńczyka: Terminal (1994) i Tworki (1999). Wszelako melancholia – o której Bieńczyk jako eseista i beletrysta konsekwentnie rozprawia – jest przez niego ujmowana w szczególny sposób. Sam pisarz tak o swym wielkim temacie mówi: „Interesuje mnie melancholia twórcza, działająca, silna, a więc zwłaszcza to, co doprowadzając do głębokiego kryzysu egzystencjalnego i, co za tym idzie, ideowego, rozbija proste przeciwstawienie rozpacz-nadzieja, pustka-pełnia, pragnienie-niespełnienie; więc melancholia, by tak rzec, aktywna, czy nawet drapieżna, rozszerzająca rozpoznanie istnienia, nie zamykająca się w kamiennej rozpaczy. Byłaby to melancholia odkrywcza, dynamiczna”. Ową „dynamiczną melancholią” przesycone są karty Terminalu, postmodernistycznego romansu, gdzie nieuchronne i ostateczne rozstanie z kochanką bynajmniej nie prowadzi do „kamiennej rozpaczy”, lecz staje się zachętą do twórczego pisania. Bieńczyka pociąga to, co niewyrażalne, czego niepodobna oblec w słowa. W Terminalu zastanawia się nad tym, jak w ogóle można mówić o miłości, skoro na jej temat powiedziano już wszystko. Czy zakochany, kiedy powiadamia o swych uczuciach, jest tylko marnym plagiatorem? Czy to on wyznaje miłość, czy to raczej gotowe języki i toposy kultury dochodzą do głosu? Z kolei w Tworkach pisarz zajął się stratą wyjątkową i nieobecnością niepojętą, czyli wstrząsającym doświadczeniem Holocaustu, które zwykliśmy widzieć właśnie w polu tego, co niewyrażalne. Akcja tej powieści rozgrywa się w roku 1943. Jej bohaterzy to grupka sympatycznych dwudziestolatków, dziewcząt i chłopców, Polaków i Żydów, którzy pracują w pozostającym pod niemieckim zarządem szpitalu psychiatrycznym w Tworkach pod Warszawą (stąd tytuł powieści). Okazuje się, że jedynym normalnym miejscem w nienormalnym świecie jest zakład dla obłąkanych. W chwilach wolnych od zajęć młodzi bawią się, flirtują, spacerują po malowniczej okolicy, deklamują wiersze. Wydaje się, że piekło okupacji hitlerowskiej ich nie dotyczy. Lecz ni stąd ni zowąd, po cichu i niezauważenie, znikają z kart powieści jej kolejni bohaterowie. Pozostają po nich pożegnalne listy, na które niepodobna odpowiedzieć. Ich nadawcy nie żyją. Utwór kończy się wezwaniem do przyszłych czytelników, aby „potwierdzili odbiór”, dopisali własne postscriptum. Marek Bieńczyk ogłosił także zbiór erudycyjnych i zarazem dowcipnych felietonów poświęconych kulturze picia wina.
Pobierz regulamin
Oświadczam, iż zapoznałem się z regulaminem newslettera i akceptuję jego postanowienia.
Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji drogą elektroniczną.
(zgodnie z Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Dz.U. nr 144, poz. 1204;)
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »