| O książce
Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...) więcej >> |
| | Myślisz, że coś przeżywasz, i nawet rzeczywiście przeżywasz to, a potem nagle wiesz, że nic nie przeżyłeś, i nic ci to nie szkodzi. Nic ci nie szkodzi, że nic nie pamiętasz z tego, czego nie przeżyłeś i co przeżyłeś, choć wydawało ci się, że możesz nie przeżyć. Przeżyłeś to i nawet (...) więcej >> |
|
|
Ewa KurylukWiek XXI "Każdy czas jest współczesny" powiedział kiedyś Ezra Pound. Tak właśnie jest w Wieku XXI, powieści o emigracyjnym życiu wewnętrznym w krainie wyobraźni i wspomnień, w której jedność czasu i przestrzeni nie ma żadnego znaczenia. Dzięki temu umarli pisarze, poeci, filozofowie i malarze mogą zasiąść do stołu z postaciami rodem z powieści, a "księżycowi naukowcy" z przyszłości mogą prowadzić dysputy na temat wojny lub miłości z osobami nam współczesnymi: złaknionymi uczuć, zagubionymi w stanie przejściowym, gotowymi wcielić się w kogoś innego, i mówiącymi po angielsku, w ich drugim języku, z bardzo wyraźnym obcym akcentem.
W książce Ewy Kuryluk Anna Karenina pisze na temat Simone Weil, Joseph Conrad spotyka się z Malcolmem Lowry w Meksyku, Goethe przewodniczy instytutowi literackiemu, do którego należą takie osoby, jak Italo Svevo i Sextus Propertius, a śmiertelnie chora na AIDS Djuna Barnes odwiedza Mosesa Maimonidesa w Kyoto.
Wiek XXI to głęboko wzruszająca i oryginalna powieść ciesząca się dużą sympatią czytelników w Stanach Zjednoczonych i Polsce. Sympatyków przybędzie jej na pewno jeszcze wielu po przetłumaczeniu książki na inne języki.
Wiek 21
WPATRZONY W ZŁOTĄ NIĆ ZACHODZĄCEGO SŁOŃCA, która spina brzegi Manhattanu i New Jersey, Goethe pisze: Na lądzie też można wpaść na podwodne rafy. Jest rzeczą dobrą i chwalebną wyzdrowieć i wrócić do normy natychmiast po kraksie. Życie to prosty rachunek zysków i strat. Ale gdy cała ziemia zawadzi kilem o dno i nie może odzyskać równowagi? Z tym to problemem borykam się w ostatnim akcie drugiej części Fausta - i właśnie dlatego postanowiłem odwiedzić Nowy Świat. Przybyłem tu, aby ujrzeć w nowym świetle stary Rzym, który tylko pozornie nam wciąż towarzyszy. Nie dla zysku ruszyłem w tę podróż. Jak Mojżesz śmie mi to zarzucać? Chcę po prostu ustalić, ile ze swej kultury możemy stracić, nie wyzbywając się reszty człowieczeństwa, i od którego momentu zdawkowość kontaktów między ludźmi zagraża jednostkowej jaźni i niszczy zbiorową psyche. Ale czy istnieje coś takiego jak dusza świata? Za młodu w nią wierzyłem, lecz dziś podejrzewam, że psychika i kultura są jednym.
W Pokrewieństwach z wyboru - mojej najlepszej książce - stwierdzam, że życie bez miłości to zwykła comédie ą tiroir, sztuczydło o luźnej budowie. Człowiek wyciąga szufladę i zatrzaskuje ją spiesząc do następnej. Wszystko, co dobre i istotne, tylko przypadkiem trzyma się kupy. Raz po raz trzeba zaczynać od zera i właściwie chciałoby się już skończyć - byle gdzie. W Nowym Świecie niewiele jest czułości, bliskości. Tutejsze życie - gorączkowe, pokawałkowane - potwierdza trafność mojej metafory tiroir. Nic nie trwa długo, wszystko się rozpada, skleja z powrotem i znów zawala. Na ogół dobrze się czuję w bystrym nurcie, lecz nie pojmuję, jak można sprowadzić całe życie jednostki i społeczeństwa do zwykłej krzątaniny. Otoczony nieustannym ruchem zaczynam się obawiać chaosu duchowego, który może z niego wyniknąć.
Jestem przywiązany do starych nawyków, więc uganiam się za kobietami, żeby odświeżyć swoją skorodowaną skorupę. Ale tutejszy bezosobowy tryb załatwiania tych spraw zbija mnie z pantałyku. Zawsze traktowałem seks użytkowo, lecz w porównaniu z Amerykanami czuję się jak niepoprawny romantyk. Przecież to nie do przyjęcia, że przed każdym stosunkiem ustala się warunki i jawnie omawia najdrobniejsze szczegóły. Proszę jakąś blondynkę, żeby usiadła mi na kolanach a ta zaraz recytuje całą litanię własnych żądań: jak długo ma trwać każda kopulacja, ile ich będzie, z braniem do ust czy bez, w jaki sposób zapobiegniemy ciąży i kto pierwszy dostanie orgazmu. Ale wygląd i maniery tutejszych niewiast zdumiewają mnie jeszcze bardziej niż ich fascynacja techniką seksu. Tylko ledwie dostrzegalne je ne sais quoipozwala domyślać się różnic wieku, miewam więc poważne kłopoty ilekroć próbuję określić, czy jakaś smukła pulchność należy do dwudziesto - czy do czterdziestolatki. A już w zupełną konsternację wprawia mnie swoboda ich zaczepek. Po raz pierwszy to ja jestem przedmiotem seksualnych podchodów, a nie kobiety. Widząc własne odbicie w lusterkach ich źrenic zastanawiam się: ile rozkoszy potrafisz jeszcze sprawić? One pewnie zadają sobie to samo pytanie.
przełożył Michał Kłobukowski
Polish edition by Wydawnictwo W.A.B.
English edition by Dalkey Archive Press: Normal, IL 1992.
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|