| O książce
Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...) więcej >> |
| | Myślisz, że coś przeżywasz, i nawet rzeczywiście przeżywasz to, a potem nagle wiesz, że nic nie przeżyłeś, i nic ci to nie szkodzi. Nic ci nie szkodzi, że nic nie pamiętasz z tego, czego nie przeżyłeś i co przeżyłeś, choć wydawało ci się, że możesz nie przeżyć. Przeżyłeś to i nawet (...) więcej >> |
|
|
Gustaw Herling-GrudzińskiSkrzydła ołtarza Przetłumaczyłam już trzy książki Herlinga-Grudzińskiego i sięgnęłam po czwartą, tym razem po jego debiut narratorski. Debiut z początku lat sześćdziesiątych, w którym zawarł już to wszystko, co podziwiamy w jego prozie i co stwarza jego absolutnie charakterystyczny styl. Charakterystyczne są też jego tematy: z historii, przeważnie włoskiej, bierze stare opowieści, a z tych opowieści konkretne postaci - ich przeżycia, ich cierpienia, ich samotność. Wszystko to, co jest atrybutem człowieka każdej ery, również naszej współczesności. Właśnie dramat samotności jest głównym tematem pierwszych trzech opowiadań Herlinga (Wieża, Pieta dell` Isola oraz Drugie przyjście). Ale równie istotne i urzekające są dla mnie w tej prozie opisy krajobrazów, opisy zdradzające zamiłowanie autora do malarstwa, zwłaszcza średniowiecznego.
Pieta dell` Isola.
Ostatniej nocy festy zerwała się nareszcie prawdziwa burza fajerwerków. Wylatując naraz z różnych stron, jak w chaotycznym ogniu artylerii przeciwlotniczej, rozrywały się na tej samej wysokości i kreśliły na sklepieniu niebieskim ciągle nowe wzory: to kwiaty, to deszcz rozpalonego popiołu, to rozczesywane warkocze, to naszyjniki i pierścienie, to fontanny. Zabrakło wolnego skrawka firmamentu, zatoka trzęsła się od kanonady. Szał ogarniał miasto - ledwie kończyła się jedna fala wystrzałów, zaczynano drugą. Morze iskrzyło się jak lustro odbijające niezliczone ilości żyrandoli. Wymiotło gdzieś wszystkie gwiazdy, księżyc zjawiał się w szczelinach zapory świetlnej nie okazalszy od ubogiego lampionu. Strumieniami sztucznego pożaru oblano Castel dell` Ovo: dawna forteca Normanów i Andegawenów stanęła błyskawicznie w płomieniach, a potem załopotała w górze czarną chorągwią dymu. Być może, na Wyspie pomyślano w tym momencie nie tylko o minionej wojnie, ale także o żałobnych sygnałach roku dżumy.
Parę dni dzieliło Wyspę od 19 września i od jej własnego święta Pieta dell` Isola, które w tym roku przypadało w czwartek. W środę po zmroku, w sekrecie przed swoimi trzema towarzyszami z Certosy, Fra Giacomo wsiadł u podnóża Monte del Faro do motorówki zaopatrującej co miesiąc wprost z lądu załogę latarni morskiej. Nie żałował tego kroku, którego nikomu prócz niego - ani na Wyspie, ani na Benevemento, ani w klasztorze pod Altamura - nie dane było nigdy zrozumieć. Żal mu było jednak trochę samej Wyspy, wsiąkającej szybko w czystą szarość nieba. I jedynego człowieka, który na Wyspie stał mu się bliski, choć przyjaźni ni umiał odpłacić marnym bodaj słowem. Gdyby młody mnich wiedział, czym jego ucieczka będzie dla włóczęgi goszczonego w Certosie!
Polish edition by Spółdzielnia Wydawnicza CZYTELNIK
German edition (selection) by Carl Hanser Verlag: München 1996; transl. by Nina Kozlowski
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|