| O książce
Na początku kwietnia 1858 roku „Pan Flaubert, Gustave, literat udający się do Tunisu” otrzymał paszport wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych „w imieniu Cesarza Francuzów”. Była to jedna karta in folio; oprócz ozdobnej winiety, urzędowej pieczęci i podpisu Flauberta, zawierała rysopis swojego właściciela: „36 lat, 1 m 80 (...) więcej >> |
| | Myślisz, że coś przeżywasz, i nawet rzeczywiście przeżywasz to, a potem nagle wiesz, że nic nie przeżyłeś, i nic ci to nie szkodzi. Nic ci nie szkodzi, że nic nie pamiętasz z tego, czego nie przeżyłeś i co przeżyłeś, choć wydawało ci się, że możesz nie przeżyć. Przeżyłeś to i nawet (...) więcej >> |
|
|
Marek NowakowskiStygmatycy
O książce
Ledwo usiadł, krzywo na niego spojrzała. W tych ślepiach tyle oburzenia, świętego gniewu. Jakby zobaczyła, że wieprzek z gnojowiska do salonu wpadł. Rozliczała się z dostawcą. Podpisywała faktury. Zajęta rachunkowością. Podniosła wyfiokowany płomienisty łeb i nieomylnie wyłowiła go z ciżby, choć schronił się w najdalszym kącie. Zasłonił się gazetą i zerkał na nią ukradkiem. Oparła się o kontuar, łapą w pierścieniach przebiera po blacie. Denerwuje się jego obecnością. Garkotłuk nigdy nie zostanie damą. Zad jak kufer, cycki może sobie na ramiona zarzucić, A niedawno taka była serdeczna, przymilna, do rany przyłóż. Jak ich kiedyś witała! Oni najdawniej tu przychodzili. Jeszcze wtedy była to „Małgorzatka". Tak ponazywali za komuny knajpy. „Dorotka". „Poziomka". „Kubuś". „Ploteczka". „Danusia". Lubili zdrabniać. Im gorsza mordownia, tym bardziej słodka pieszczota w nazwie. Takiego mieli hopla. Przed komuną zwyczajnie, po ludzku były ponazywane. „Pod Karpiem". „Pod Setką". „Pod Żółwiem". „Cichy Kącik". „U Ślepego Leona". Też taka była. Już nie pamięta, jak się „Małgorzatka" po ludzku nazywała. Teraz „Las Vegas", proszę bardzo. Zachciało im się Ameryki. Nerwowo zaszeleścił gazetą, myśli rozproszone, ani czytać, ani nic. Uparcie szydełkowała go ślepiami bazyliszka. - Proszę wyjść! - wrzaśnie zaraz. - Pan tu nie ma wstępu! Ruchem zamaszystym psa z izby wygoni. Wieśniaczy atawizm. Taka gruboskórna osoba nie ma żadnych oporów. Burzyła się w nim duma. Przecież nie wysrała go koza na kamieniu. Przez cały PRL szanowali go partyjni i bezpartyjni. Przodków miał zacnych, wiek stosowny, zaznał jeszcze Polski dawnej, przedwojennej. Jego babka, matrona o imieniu Honorata, rzadko obecnie na chrzcie dawanym, prowadziła w carskiej Warszawie pensję dla panienek z dobrych domów. Pamięć rodzinna przekazywała zasady surowe, niezłomne, którymi w misji pedagogicznej się kierowała. Surowość obyczajów w rodzinnym domu spowodowała zapewne, że sam poluzował znacznie ciasne pęta i niczym pies zerwawszy się z łańcucha, ruszył w odmęty życia. Burzyła się w nim krew szlagona. A jakże ma się nie burzyć! Z łatwością może się wykazać klejnotem szlachectwa, rodowodem od sejmikowych Sarmatów z podgolonymi w garnek łbami. Świętej pamięci ojciec Napoleona, buchalter z firmy ubezpieczeniowej Prudential, plac Warecki, obecnie Powstańców, przechowywał pieczołowicie pożółkłe papiery, starożytne pergaminy, łaciną zapisane, lakową pieczęcią opatrzone; tam czarno na białym wyłożona była przeszłość rodu. Herb efektowny, półkozic w czerwonym polu. W czasach obecnych chamy co dorobiły się majętności, za herbami chętnie się rozglądają, noszą na grubych, prostackich paluchach sygnety i grawerować sobie każą odpowiednie znaki i symbole. Kopiują bezczelnie z herbarzy. Podróba, imitacja w tylu dziedzinach zapanowała. Napoleon dawno temu sprzedał sygnet po tatusiu, ale w sercu go wiernie przechowuje. W moich żyłach płynie błękitna krew i nikt mi tego nie odbierze, powtarza z upodobaniem. Z błękitem przesadzał jak zwykle, szaraczkowa szlachta, małe folwarczki na mazowieckich piachach, ale czasem miód i piwo chmielowe wychylali z kasztelanami i senatorami, może nawet z hetmanami. I taki oto garkotłuk, tłumok prowincjonalny, pańszczyźnianego chłopstwa owoc niewątpliwy, staje się panią na włościach i traktuje go jak marnego kundla nie wiadomo skąd. Pamiętał doskonale czas, kiedy ona przybyła na podbój stolicy. Tapir piętrowy na głowie, sukienka z bistoru w kolorach jaskrawych, wulgarnych, pięty niedoszorowane, żółtym rogiem pokryte wystawały z ciasnych pantofli na wysokim obcasie, szerokie stopy uwięzione w ciasnocie szpilek. Poruszała się niezgrabnie, tłukła szkło, wszystko leciało jej z rąk i długo nie mogła się rozeznać w nazwach i rodzajach trunków. Wówczas już w mnogości zapełniały półki różne brandy, koniaki, łyskacze. Także koktajle i drinki stawały się coraz bardziej modne. Trudna to była umiejętność na jej tępy łeb i toporne, krótkie paluchy. Mozolnie uczyła się miejskiego obycia po terminowaniu w zaplutych gospodach GS-u we wschodniej części naszej ojczyzny. Wspomagał ją Napoleon swą rozległą, wyrafinowaną wiedzą bywalca. Nieraz gorąco mu dziękowała. Niezwykle szybko o tym zapomniała i takiej doczekał się wdzięczności. Przestał być dla niej gościem godnym szacunku. Poczuł się jak ostatni rycerz, co broni się przed wrażą nawałą w ostatniej wieży. Już łapę z kontuaru zdjęła, poprawiła rudą szopę na głowie, nogę do przodu wystawia. Szykowała się do szarży. Czasem los szczęścia ratuje przed upadkiem. Posłyszał głośny rechot. W progu pierwszej sali pokazał się ten byk, cały w skórach i złotych łańcuchach, troglodyta mocarny. Obcasem go nazywali. Lubił grywać w bilard. Jego specjalność to piramidka. Wróciła moda bilardu, która przez komunizm została doszczętnie wytrzebiona. Najlepsze stoły to były petersburskie. Czy zachował się gdzieś petersburski stół? -Napoleon! - zawołał Obcas i obdarzył go szerokim uśmiechem. Był wyjątkiem wśród tych nowych bywalców; lubił go słuchać, szczególnie kiedy opowiadał o dawnych grach w kasynach i hazardzistach wielkiego formatu. Ona, właścicielka, okropnie bała się Obcasa. Cham przed silniejszym chamem zawsze ustępuje, w rewanżu słabszego wdeptać w glebę pragnie. Obcas dwa winiaki zamówił. Sama przyniosła. Klepnął ją w tyłek i pochwalił: -Obsługa ekstra, mięsista!
Powrót |
|
|
|
|
|

|
W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw. Jednocześnie koncentracja na rynku jest bardzo duża. Udział dwustu największych wydawnictw branży wynosi prawie 98 proc.więcej »
|
|

|
|
|