Milczenie i ocalenie

Andrzej Szypuła 
#

Tekst pochodzi z listopadowego numeru Ruchu Muzycznego (11/2014)

„14 X 1987 (…) Mycielski, mój przyjaciel też, ale daleki, tak jak mówi się, «daleki kuzyn». Choć więcej niż tylko kolega. Pierwszy raz usłyszałem o nim jesienią bodaj 1934 roku, kiedy mieszkałem w domu stypendystów na Lamandzie, czyli rue Lamande, i znalazłem się w sali koncertowej, gdzie odbyło się prawykonanie jednej czy dwóch pieśni Mycielskiego1, wtedy ucznia Nadii Boulanger. Dotychczas pamiętam: «Tańcowała izba, stół / Cztery konie, piąty wół» – to ze Słowa o Jakubie Szeli Brunona Jasieńskiego. Żeby galicyjski hrabia akurat to wybrał… Później wiele godzin przegadaliśmy w Wilnie zimą 1935/1936. Następnie spotkania, głównie w Paryżu, i korespondencja, wreszcie moje odwiedziny w Ojai w Kalifornii, dokąd przyjeżdżał na wakacje, żeby tam komponować. (…)

Człowiek niezwykły, wspaniały przez swoje oderwanie, której to cechy nie spotkałem w tym stopniu u nikogo. Unosił się jakby obok siebie, przyglądając się pobłażliwie swoim przypadkom, tak jak pobłażliwie przyglądał się innym ludziom, historii swego stulecia, wojnie, zwykle pesymistyczny, co jednak nie przeszkadzało mu działać.

14 X cont. Stoicyzm zalecał kiedyś zaangażowanie w sprawy ludzi, ale tak, jakby się nie było zaangażowanym, czyli przyjętą z góry zgodę na niepomyślne wyroki losu. W Zygmuncie nie było nic ze stoika, chyba dlatego, że chłód i kamienność, które zwykle kojarzymy ze stoicyzmem, były mu obce. Wyobrażam sobie, że podobnych mędrców można spotkać chyba tylko wśród mistrzów buddyzmu Zen. Umiał być tutaj, przede mną, a równocześnie przebywał w innej krainie, skąd własne «ja» wydawało się maleńkie, jakby widziane przez odwrócony teleskop. Kiedy, choć z rzadka, opowiadał o swoim udziale w wojnie, można było wierzyć, że i wtedy, tak jak w jego opowieści, odczuwał to, co się z nim działo, jako komiczne. (…) Odgadywałem w nim przeżycie metafizyczne, które przeniosło go w górę, niemal w wymiar świętości. Kto wie, czy nie naprowadza na ten ślad jego ostatnia kompozycja Liturgia sacra.”

Tak wspomina Zygmunta Mycielskiego Czesław Miłosz2. Obu artystów łączyła szczera, głęboka i serdeczna przyjaźń. Miała ona swoje odniesienia do sztuki, różnych spraw tego świata, miała też charakter bardzo osobisty. Z racji odległości, sytuacji politycznej w Europie i świecie, wzajemne kontakty obu artystów odbywały się głównie drogą korespondencyjną. Jak napisała Ewa Hałabuz w komunikacie poświęconym listom Mycielskiego do Miłosza na sesji naukowej w Rzeszowie w 1994 roku, listy te oddają „charakter stosunku Mycielskiego do Miłosza, przyjaźni pogłębionej intelektualnym podobieństwem, spójnością filozofii. Zygmunt Mycielski dzieli się z Miłoszem swymi poglądami estetycznymi, analizuje sytuację polityczną i społeczną w Polsce oraz przemiany polityczne w latach osiemdziesiątych. Erudycja historyczna i zrozumienie światowych realiów politycznych idzie tu w parze z zaangażowaniem Polaka – patrioty.”

Zachowana korespondencja Zygmunta Mycielskiego do Czesława Miłosza to 25 listów, w tym dwie kartki pocztowe i dwa listy do Adama Michnika, których kopie Mycielski przesłał Miłoszowi. Korespondencja trwała blisko trzydzieści lat, obejmuje lata 1957-1985. Najwięcej listów pochodzi z lat 1980-1985 (siedemnaście listów do Cz. Miłosza, dwa do A. Michnika). Większość z nich pisana była w Warszawie, ale również w Paryżu, Lichtensteinie, Ojai w Kalifornii. Na ich publikację zgodził się Czesław Miłosz, rodzina kompozytora, a także Biblioteka Uniwersytetu w Yale, USA, gdzie listy są zdeponowane.
W pozyskaniu tych listów bardzo pomogła redakcja rzeszowskiego pisma literacko-społecznego „Fraza”, a także muzykolog i pedagog muzyczny Ewa Hałabuz z Rzeszowa, dziś już nieżyjąca. Listy odczytała i opatrzyła przypisami Zofia Mycielska-Golik z Warszawy. Ukazały się one w rzeszowskim piśmie muzyczno-literackim „Kamerton” nr 3-4 (28-29) 1997. Przedstawiam poniżej pierwszy z tych listów – sprzed ponad pół wieku.

EUROPA REVUE MENSUELLE
Warszawa, Al. Jerozolimskie 37, tel. 822-81
8 X 57 Warszawa
Kochany Czesławie,
daję ten list Janowi Mycielskiemu, który jest Drem [doktorem] matematyki i którego umysłowość powinna Cię zainteresować. Jest już znanym matematykiem z wielu drukowanych prac na całym świecie. To syn mego brata3.

Z wielkim wzruszeniem słuchałem Twego listu do Jerzego Andrzejewskiego. Żal mi, żeśmy się tak mało widzieli. Ale to było wprost niemożliwe. Ledwie zipałem w Paryżu. Tu też, ale inaczej. Walczymy o to pisemko jak lwy. Może wyjdzie. Cenzura zlikwidowała przed wyjściem wszystko, co było o nim: wywiad Jerzego Andrzejewskiego w telewizji, mój w radio, artykuł Karoliny Beylin w „Ekspresie Wieczornym”, notatkę w „Trybunie Ludu”. Dziś oddaliśmy numer do cenzury. Czy przejdzie? Pisma z 75% niecenzurowanych rzeczy będą zamknięte/zawieszone. Czy Ty u nas przejdziesz? Kto to wie – z tym poziomem walki o coś…

Był u nas dziś Słonimski, w Krakowie chcę nawiązać kontakt z paru profesorami i środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”. Ostatecznie, Henryk Krzeczkowski i ja to jedyni niepartyjni w redakcji – ja do tego, obok Jerzego Andrzejewskiego, Julka Żuławskiego i Henryka Krzeczkowskiego, jedyny nie-Żyd.
Jakie to wszystko trudne, gorące, zniechęcone; życie nasze tu, a wasze tam, nie ma nic wspólnego. Herling Grudziński nie ma racji, gdy w „Wiadomościach Londyńskich” pakuje do jednego garnka Iwaszkiewicza, Broniewskiego i Ważyka. Dziś nie chodzi już o to, kim kto BYŁ, ale zawsze kim kto jest. Jest naprawdę, czy z koniunktury? Ja zawsze mam tendencję dobrze myśleć o ludziach, wierzyć w ich szczery i prawdziwy stosunek – to nie ma nic wspólnego z moim „historycznym pesymizmem”, kasandrowością.
Twoich artykułów nawet przeczytać nie mogę. Każdy, kto ma, siedzi na numerach [paryskiej] „Kultury” jak na złotych jajach. Tylko czerwcowy mam, od Waldorffa, bo do mnie nie przychodzą.

Jeżeli możecie, przyślijcie mi przez St. Kołodziejczyka (50, rue Jacob) VII, VIII, IX i X numer „Kultury”, Twoich rzeczy co ostatnie (mam tylko Zniewolonego i tutejsze wydanie Ocalenia!) – (przyślij mi co z dedykacją!) – i co tam takiego Jeleński by mógł (Pamiętniki Gombrowicza na przykład).

Nic więcej nie mamy tu, jak to. Ryby na powietrzu oddychają. Dalej. Gdy myślę o Was, których widziałem trochę, dziwi mnie, jak mi się wydawało, że mało bierzecie udziału w tym, co tam (Francja, Anglia etc.) się dzieje – zdumiony, jak żyjecie tym, co tu… Może to mnie zafrapowało najbardziej.

Ściskam Cię, Czesławie Kochany, jesteś mi bliski w każdym słowie, w tylu wspomnieniach.

Twój Zygmunt M.

Polecam Ci Jana Mycielskiego gorąco, Tobie, Józiowi [Czapskiemu], Jeleńskiemu, Michałowskiemu… W „Trybunie” pogróżki, że kto z nas drukuje u Was, to tu nie będzie mógł. Hej…

Jeszcze słowo komentarza. W roku 1957 grupa polskich intelektualistów starała się uzyskać zgodę na wydawanie miesięcznika „Europa”. Zespół tworzyli: Jerzy Andrzejewski – redaktor naczelny, Juliusz Żuławski – zastępca redaktora naczelnego, Paweł Hertz, Zygmunt Mycielski, Marek Hłasko i inni. Mieli już nawet lokal redakcyjny, jak widać z firmowego papieru. Pomimo ogłoszeń, że pismo ukaże się na rynku prasowym, po półrocznych staraniach ostatecznie zapadła decyzja o zakazie wydawania pisma. Marek Hłasko w swej książce Piękni dwudziestoletni pisze: „W ostatnich miesiącach mojego pobytu w Polsce zacząłem pracować w piśmie «Europa»; pismo to nie ukazało się nigdy. Zapowiadało się dobrze; naczelnym był Jerzy Andrzejewski; Jerzy był wtedy w świetnej formie. Innymi mymi kolegami redakcyjnymi byli: Julek Żuławski, Zygmunt Mycielski, Janusz Minkiewicz, Henryk Krzeczkowski; ja tam byłem od filmu. Zrobiliśmy pierwszy numer; numer był chyba dobry; ale w KC wyjaśniono nam, że partia nie widzi potrzeby wydawania na obecnym etapie pisma tego rodzaju jak «Europa»”.

W moich zbiorach zachował się unikalny dokument: program koncertu Stowarzyszenia Młodych Muzyków Polaków w Paryżu w sali École Normale de Musique w dniu 31 stycznia 1935 roku. Zygmunt Mycielski miał wtedy 28 lat i był uczniem Nadii Boulanger. W końcowej części koncertu Maria Modrakowska z towarzyszeniem fortepianowym Nadii Boulanger śpiewała Pięć pieśni weselnych. Było to pierwsze wykonanie tego utworu. To o tym koncercie wspomina w Roku myśliwego Czesław Miłosz. Pieśni te, do słów Brunona Jasieńskiego, powstały w 1934 roku w czasie pobytu Mycielskiego w Ornianach, w majątku Michała Tyszkiewicza na Wileńszczyźnie. Są one ciekawym przykładem ludowej stylizacji w okresie przedwojennym.

Po wojnie Pięć pieśni weselnych Zygmunta Mycielskiego na koncercie jubileuszowym Stowarzyszenia Młodych Muzyków Polaków w Paryżu w dniu 1 marca 1997 roku śpiewała Anna Malewicz-Madej z towarzyszeniem fortepianowym Szábolcsa Esztényi. Pieśni te wydało Polskie Wydawnictwo Muzyczne w Krakowie w 1989 roku w antologii Muzyka polska XIX i XX wieku. 18 czerwca 1997 roku pieśni te śpiewała Jadwiga Teresa Stępień – mezzosopran z towarzyszeniem Waldemara Malickiego w sali kameralnej Państwowej Filharmonii im. Artura Malawskiego w Rzeszowie, z moim słowem. W czasie koncertu fragmenty Dzienników i listów Zygmunta Mycielskiego czytał Jacek Lecznar, aktor Teatru im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie.

Tuż po wojnie, w roku 1946, Zygmunt Mycielski, zafascynowany poezją Miłosza, napisał cykl pieśni Ocalenie, dedykowany Nadii Boulanger, z tekstem zaczerpniętym z opublikowanego w wydawnictwie „Czytelnik” w 1945 roku w Warszawie tomu poetyckiego pod tym właśnie tytułem. Oto fragmenty tej Miłoszowej poezji, zarazem tekst cyklu pieśni Mycielskiego Ocalenie.


Ty, którego nie mogłem ocalić,
wysłuchaj mnie.
Zrozum tę mowę prostą, bo wstydzę się innej.
Przysięgam, nie ma we mnie czarodziejstwa słów.
Mówię do ciebie milcząc, jak obłok czy drzewo.

To, co wzmacniało mnie, dla ciebie było śmiertelne.
Żegnanie epoki brałeś za początek nowej,
natchnienie nienawiści za piękno liryczne,
siłę ślepą za dokonany kształt.

Oto dolina płytkich polskich rzek. I most ogromny
idący w białą mgłę. Oto miasto złamane
i wiatr skwirami mew obrzuca twój grób,
kiedy rozmawiam z tobą.

Czym jest poezja, która nie ocala
narodów ani ludzi?
Wspólnictwem urzędowych kłamstw,
piosenką pijaków, którym za chwilę
ktoś poderżnie gardła,
czytanką z panieńskiego pokoju.

To, że chciałem dobrej poezji, nie umiejąc,
to, że późno pojąłem jej wybawczy cel,
to jest i tylko to jest ocalenie.

Sypano na mogiły proso albo mak
żywiąc zlatujących się umarłych – ptaki.
Tę książkę kładę tutaj dla ciebie, o dawny,
abyś nas odtąd nie nawiedzał więcej.

Wiele lat potem, w liście do Czesława Miłosza, datowanym na 6 lipca 1978 roku, Zygmunt Mycielski cytuje swój własny wiersz Do Czesława Miłosza, napisany 7 października 1946 roku („Kamerton” 3-4 (28-29) 1997).

Pytałeś czym jest poezja,
która nie ocala
narodów ani ludzi.

Zapytasz – i odpowiedzią jest
miał smutku, wspomnienia i ciszy.

Czy pamiętasz, kiedyśmy chodzili ulicami,
a słowiki były daleko, za miastem
i szybki świt zastawał Cię u niej,
u tej, której spazmu nie chciałeś od życia?

Gnała Ciebie poezja, która uciekała od narodów, od tych
których nie mogłeś ocalić.

Kochanku martwych brył,
chciałbyś, żeby krystalicznie rzeźbiło Cię życie,
żeby u twoich powiek „zaistniało czarownie”.

Czesławie
wzruszamy się za silnie.
Ile Ty
wybrałeś
oddzielnie?

Czy słyszysz kroki szybkie, których się bałeś,
kroki, co są jak wołanie o zmroku,
wołanie w ciszę, któremu odpowie
Milczenie i Ocalenie.

Warto dodać, że rękopis cyklu pieśni Ocalenie na baryton lub mezzosopran i fortepian Zygmunta Mycielskiego do słów Czesława Miłosza został dedykowany i ofiarowany Nadii Boulanger. Odnaleziony po latach w jej archiwum, wrócił do swego twórcy. W roku 1989 cykl pieśni wydało drukiem Polskie Wydawnictwo Muzyczne w Krakowie. Na okładce widzimy głowę Appollina według kartonu do witraża Stanisława Wyspiańskiego (1904) ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie.    


1 W rzeczywistości miało to miejsce w roku 1935, kiedy wykonano Pięć pieśni weselnych do słów Brunona Jasieńskiego.
2 Czesław Miłosz, Rok myśliwego. Znak, Kraków 1991, s. 83-84.
3 Jan Zygmunt Mycielski z Wiśniowej