Ostatni skarb do ukrycia

Krzysztof Lisowski
#

Tekst pochodzi z listopadowego numeru Nowych książek (11/2014)

Skąd mógł wiedzieć, że jego wiersze najnowsze to wiersze ostatnie? Że nie napisze już niczego więcej. Że postawił kropkę po słowach: „By żyć / W tej Krainie przez jakiś czas, wystarczy w nią nie wierzyć”.


Że skończył przygodę takim właśnie paradoksalnym stwierdzeniem, skazującym nas, czytelników na domysł. O czym? Że tę lirykę zrozumiemy, docenimy, że poeta Niemiec będzie trwał w naszej pełnej przypuszczeń, dociekań i wątpliwości pamięci. Dopóki ta pamięć nie zajmie się czymś innym, kimś „aktualniejszym”, ważniejszym. Kimś, czyja obecność bądź nieobecność będzie nam bliższa, bardziej… żywa.

Ostatni tom wierszy Macieja Niemca, poeta, który zakończył życie samobójczą śmiercią w Paryżu, w styczniu 2012 roku, to rzecz – po Stanie nasycenia – dość niespodziewana. W papierach artysty znalezioną gotową książkę, z podtytułem Ostatnie, czyli nowe wiersze z lat 2009-2011, część tych tekstów znaliśmy z druku w „Zeszytach Literackich” czy „Odrze”, ale dopiero poznanie całej kompozycji może dać pojęcie o ostatnim okresie aktywności twórczej polsko-paryskiego poety.

Urodzony w 1953 roku w Warszawie, Niemiec jest autorem kilkunastu tomów wierszy, debiutował zbiorem Cokolwiek, ponieważ (1989) – to późny debiut, zważywszy, że jest zaliczany do autorów generacji Nowej Prywatności. Kilka z tych zbiorów ukazało się w języku francuskim, bo też poeta i tłumacz wydaje się mocno osadzony w realiach poezjopisarstwa Francji; od 1987 roku mieszkał w Paryżu, był stałym współpracownikiem paryskiego kwartalnika „PO&SIĘ”.

Rekomendujący autora i jego lirykę w tomie mikołowskim Leszek Szaruga i Maciej Malecki podkreślają, że najprościej nazwać Niemca poetą klasycyzującym, osobnym, całym swym programem artystycznym i strategią opowiadającym się za odrębnością, przeciw odruchom stadnym, zbiorowym modom, powierzchowności masowej kultury, przeciw sformatowanym osobowościom i zachowaniom. Stąd pewna trudność tego pisarstwa, wpisanie w nie męstwo i determinacja, aby sprostać wyzwaniu wybranej przez siebie samotności, która niekoniecznie nazwać możemy splendid isolation. Bo przecież poeta ciągle podejmuje próby komunikacji z drugim człowiekiem – bliską kobietą, przechodniem, wyobrażonym czytelnikiem.

Opisana w tych wierszach egzystencja jest podróżą z „biletem w jedną stronę” (czyż nie jest tak zawsze?), przez czyjeś łóżka, obce miasta, przez długie, zbyt długie obcowanie z samym sobą, spojrzenia w lustro, próby zagospodarowywania „pustego czasu”, włóczenie się ulicami, przysiadanie w parkach (paryski park Trocadero niezamykany dla publiczności przed zmierzchem), lektury (od starożytnych po Adorno i Geneta). Jaki z tego wniosek? „Ja  i nie ja. Jestem jeszcze młody / I zapewne czuję się nieszczęśliwy”.

I jeszcze sceny na balkonie, powolne „napowietrzne” obserwacje przestrzeni, ludzi, ptaków (Ogrody Trocadero, V):

Z balkonu widzę tylko balkony naprzeciw, i chmury, które
Ponad wiszą lub przepływają. Ich sprawa. Na balkonach
Mężczyźni na wpół wygnani z życia o świcie i wieczorem
Palą swoje powolne papierosy (…)
- Uciec
Z życia, ale tylko na chwilę, na chwilę-moment-czas, na
Papierosa , jak ucieka się łóżka ukochanej kobiety,
By wrócić, zanim obudzi się i z senną złością zapyta –
Gdzie byłeś? (Luksus, na który pozwalałem sobie
tak często, że wreszcie łóżko było puste a życie daleko).

Konstrukcyjna złożoność jest sercem tego pisania. Nic bowiem nie jest gotowe do przyjęcia, a osobnego życia nie da się opowiedzieć inaczej niż metonimicznie. Trzeba ze słów upleść sieć, w którą złapane zostaną nastroje, tonacje, smutnawa żartobliwość, rodzaj refleksji nad światem , czasem i sobą. Opis „niestabilności Ja”? Ironia w obnażaniu własnego sentymentalizmu? Cząstki monologu wewnętrznego, objawiającego rosnące zmęczenie? Melanż bezpośredniości wyznania (czy istotnie prawdziwego?) i złożoności formalnej, służący zmianom tempa wiersza, tempa rozważań? Niezaspokojony głód „prawdziwego” życia pojawiający się między myślami o męczącej tożsamości a samym istnieniem?

Niemiec uczy nas wiele na temat walki życia ze śmiercią, ochoty na intensywność odczuwania i rosnącego apetytu na nieistnienie. Widzi jednak z każdym wierszem, z każdą podejmowaną próbą, że coraz bardziej przegrywa. Dlatego w zaledwie jednym tekście pojawia się tak wiele negacji: „nie rozumiałem”, „nie widzę konieczności”, „nie udaje się go już rozwiązać”.

Nie pomaga eksplorowanie stanów wewnętrznych, medytacja, kontemplacja. Zazdroszczenie roślinom ich spokojnej, miarowej wegetacji. Pozostaje mocowanie się z samym sobą, ciemnym doświadczeniem biografii, neurozą człowieka przegrywającego nierówną walkę z „prokrustowym światem”. Skarb własnego życia pozostaje przed obcymi nadal ukryty.

Maciej Niemiec
Geranium
Ostatnie, czyli nowe wiersze z lat 2009-2011
Mikołów: Instytut Mikołowski, 2014