Panichida dla Tadeusza

#

Tekst pochodzi z październikowego numeru Twórczości (10/2014)

Panichida to taki prawosławny pogrzebowy rytuał. W polskiej kulturze odpowiadają my wypominki, w kulturze anglosaskiej wake (stąd Finnegans Wake), starozakonni zbierają odpowiednią liczbę mężczyzn, aby odmówić kadisz.

Tadeusz Różewicz został, zgodnie z testamentem, pochowany ekumenicznie: na jego pogrzebie w Świdnicy był i pastor ewangelicki, i katolicki ksiądz. Stąd pomysł na przedłużenie ekumenii i stąd panichida: przecież jednym z jego najbliższych przyjaciół był Jerzy Nowosielski, który uważał grekokatolicyzm, to podporządkowanie się prawosławnych Watykanowi po Unii Lubelskiej na ziemiach Obojga Rzeczpospolitej, za nieszczęście; wcześniej tak samo myślał Stanisław Ignacy Witkiewicz. (Z Wielkiej Trójcy przyjaciół – Nowosielski, Różewicz, Przybylski – żyje już tylko w celi śmierci na Akermańskiej ten ostatni…)

Dziękuję uczestnikom panichidy za obecność, szczególnie gorąco dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi ją zorganizować, najgoręcej zaś przepraszam tych, których zapomniałem zaprosić przez roztargnienie, zapomnienie i złośliwość: nobody’s perfect

Tadeusz Komendant

[...]

Jerzy Radziwiłowicz

Dlaczego odczuwamy coś jako poezję, to pytanie, na które chyba nikt dotychczas nie dał zadawalającej odpowiedzi. Zastanawiałem się na tym wielokrotnie przy lekturze różnych tekstów, ale nigdy nie uderzało mnie to z taką siłą, jak w kontakcie z wierszami Tadeusza Różewicza. Trudno o prostsze polskie zdania, niekiedy ich odpowiedniki tylko, oczyszczone ze wszystkiego, co mogłoby je „ozdobić”; ograniczające się do najprostszego komunikatu, często po prostu informacyjne, a wciągające w jakąś niezwykle intymną i ważną rozmowę, zawsze dające poczucie, że autor –rozmówca staje przede mną odkryty i wtedy, kiedy dzieli się swoim najgłębszym doświadczeniem, i wtedy, kiedy mówi o swoich słabościach, śmiesznostkach, często ironiczny w stosunku do samego siebie, z dużym poczuciem humoru, ale nigdy nie stawiający siebie powyżej mnie-czytelnika, nigdy jako ten, który wie lepiej. To ja-czytelnik przyznaję mu status mędrca, on o to nie zabiega. I wiem, że te proste zdania, następując w spokojnym zwykle rytmie jedno po drugim, tak jak sam autor zwykł je mówić, kiedy czytał swoje wiersze, składają się na coś, co poza wszelką wątpliwością jest dla mnie wypowiedzią poety, poezją. Pamiętam fragment, który mnie uderzył, kiedy czytałem tę niezwykłą książkę Matka odchodzi, gdzie Tadeusz Różewicz pisze, że nie wiedział, jak powiedzieć matce, że jest poetą. Czego się wstydził czy bał? Mnie skojarzyło się to z pewną sceną z Nie-boskiej komedii, w której Żona mówi do swojego syna Orcia „Bądź poetą” – i jest to przekleństwo.

Jak czytać wiersze Tadeusza Różewicza? On sam, w Nożyku profesora bodajże, daje coś w rodzaju „instrukcji obsługi”, oznaczając te miejsca, w których należy się zatrzymać po każdym kolejnym wersie, pewnie żeby dać sobie czas na wejście w głąb tych niewielu zwykle słów, i te, gdzie kilka następujących po sobie wersów należy potraktować jako całość i po nich dopiero dać sobie chwilę na myślenie. W sumie znaczy to pewnie po prostu: nie śpiesz się, porozmawiajmy.

Wielokrotnie nagrywałem wiersze Różewicza, czytałem je i mówiłem przed publicznością i zawsze pojawiał się przede mną ten sam problem, żeby nie poddać się temu, do czego nas zwykle ciągnie: do uatrakcyjnienia, upiększenia, bo wtedy sami wydajemy się piękniejsi. Podejść do nich tak, jak sam poeta to robił, czytając je głośno, to znaczy zająć się wyłącznie konkretem tych słów, obrazów, które one wywołują, wyłącznie myślą, a reszta zależy już chyba od tego, ile w nas słychać człowieka.

Biserka Rajčić

Kiedy debiutuje generacja pisarzy, trudno zorientować się, kto jest kim, co nowego wnosi do literatury i czy jest już ukształtowany, czy też nie. Z Różewiczem było inaczej. Można powiedzieć, że zanim zadebiutował, miał już biografię i bardzo wcześnie, jak poeta generacji Kolumbów, został uformowany. Drukowano jego wiersze w czasopismach, był czytany zarówno przez zwykłych czytelników, jak i przez krytyków – także zagranicznych, przez slawistów i polonistów. W dawnej Jugosławii był wśród nich Petar Vujičić, absolwent pierwszej generacji studentów slawistyki Uniwersytetu Belgradzkiego. Nauczyciel rosyjskiego w szkole podstawowej, a później pracownik Biblioteki Macierzy Serbskiej. Funkcjonowała wtedy wymiana książek i czasopism pomiędzy bibliotekami Macierzy Serbskiej i Ossolineum, instytucje te powstały w swoim czasie z podobnych powodów. Wyboru przesyłek dokonywali bibliotekarze. Petar Vujičić zajmował się tym przez siedem lat, a otrzymywane czasopisma i książki czytał. Szybko odkrył nowe poetyckie nazwiska. Jednym z jego pierwszych odkryć był Tadeusz Różewicz. Najpierw jako poeta, potem – prozaik i dramatopisarz.

Po 1949 roku, po rozejściu się Tity i Stalina, nasze stosunki pogorszyły się we wszystkich dziedzinach. Nie było wtedy łatwo tłumaczyć i wydawać ówczesną młodą polska literaturę. Jednak Petar Vujičić, urodzony w 1924 roku, dzięki swojemu wyczuciu literatury i wszystkiego, co w niej nowe, skierował swoje zainteresowanie ku pisarzom swojej generacji, urodzonych w latach dwudziestych XX wieku. Pozostaną oni, aż do jego śmierci w roku 1993, dla niego najważniejsi. Będzie się nimi zajmował, tłumaczył ich do końca życia. Będzie też się z nimi przyjaźnił. Już w 1956 roku tłumaczy Różewicza i pisze o nim. Wydaje tomiki: U središtu života, Nemir, Traumatska priča, Relief (W środku życia, Niepokój, Opowiadanie traumatyczne, Płaskorzeźba). Nie wydał żadnego utworu prozatorskiego Różewicza, lecz przetłumaczył wszystkie jego najważniejsze dramaty (Kartotekę, Pułapkę, Stara kobieta wysiaduje, Wyszedł z domu, Białe małżeństwo).

W mojej pamięci zapisała się opowieść o tym, jak Różewicz na początku lat sześćdziesiątych podróżował do Chin przez Jugosławię i wstąpił na trzy dni do Nowego Sadu, gdzie mieszkał jego tłumacz. Ich wymiana listów, przygotowana do druku przez Jadwigę Sobczak, niebawem zostanie opublikowana. Vujičić mieszkał w wynajętym mieszkaniu w pobliżu znanego nowosadzkiego cmentarza Almasko groblje. Różewiczowi wynajął prywatne mieszkanie w sąsiedztwie. Poeta czekał tam na jego powrót z pracy, a potem szli na obiad do jednej  z typowych dla tamtych czasów tawern, a wieczory spędzali na spacerach i rozmowach w ciszy pobliskiego cmentarza.

Po śmierci Petra Vujičić, Pjotra, jak go nazywaliśmy, ja zaczęłam Różewicza tłumaczyć, ponieważ go znałam osobiście i ceniłam jego twórczość. Przełożyłam dotąd tomiki: Uvek fragment, Siva zona, Majka odlazi, Profesorov nožić, Izlazak Kupi mačku u džaku (Zawsze fragment, Szara strefa, Matka odchodzi, Nożyk profesora, Wyjście, Kup kota w worku). A niedawno ukazały się Izbrane pesme (Wiersze wybrane) Tadeusza Różewicza, w przekładzie moim i Vujičicia, w edycji wydawnictwa Treći trg. Tom ten Różewicz widział i przestudiował wybór. Powiedział Janowi Stolarczykowi, że napisze do mnie o książce. Niestety tego listu już nie dostałam.

Przełożyła Małgorzata Wierzbicka [...]