Jak Franciszka spotkała Wisławę

Weronika Kostecka
#

Tekst pochodzi z październikowego numeru Nowych Książek (10/2014)

Magiczna, chociaż nie o magii. Poetycka, a przecież napisana prozą. Niezwykła, inna, zastanawiająca, choć mówi o zwyczajnej codzienności.

W tej książce jest coś takiego, że krytycznoliteracki zwyczaj rozbierania opowieści na czynniki pierwsze wydaje mi się nie na miejscu. Strategia narracyjna, konstrukcja bohaterów i ich wiarygodność, usytuowanie na mapie współczesnej literatury dziecięcej i młodzieżowej… tak, to wszystko jest istotne, ale w przypadku Franciszki – nie wystarczy. Ta powieść nie poddaje się tak łatwo zwyczajowym analizom i wraz z każdym kolejnym rozdziałem pokazuje, że jest tu coś jeszcze, coś wymykającego się precyzyjnym określeniom, tkwiącego w wyczarowanym przez autorkę nastroju, w nietuzinkowej postaci tytułowej bohaterki i jej próbach czytania i pisania – świata i samej siebie.

Trzynastoletnią Franciszkę fascynuje poezja. A ściślej rzecz biorąc – poetki: sposób, w jaki odczytują rzeczywistość i wyrażają swoje myśli i emocje w poetyckich strofach. Najpiękniejsze jest zaś to, że jak rychło odkrywa Franciszka, w poznawanych utworach Safony, Wisławy Szymborskiej, Haliny Poświatowskiej, Anny Achmatowej czy Emily Dickinson odnajduje czasem siebie samą – uczucia, których nie potrafiła rozpoznać, nienazwany niepokój, trudną do określenia rozterkę: wszystko to jakąś poetycką, magiczną mocą „tkwi” w wierszu i czeka na spotkanie z wrażliwością czytelniczki lub czytelnika. Naprawdę jest to moc magiczna; Franciszka nie przepada za książkami o magii i, jak można wnioskować po lekturze kilku pierwszych stron, z pewnością nie stała o północy w księgarni w rozentuzjazmowanym tłumie, by kupić kolejny tom Harry’ego Pottera – ale magia bywa często obecna w jej codzienności. Poetyckie czary dosięgają Franciszki w dwójnasób: dziewczyna sama zaczyna pisać wiersze, a moment, w którym uświadamia sobie, jak niezwykłe jest doświadczenie tworzenia – gdy słowa przychodzą do twórcy nie wiadomo jak i nie wiadomo skąd, a on (ona!) kreuje dzięki nim całkiem nowy, zależy od jego woli i wyobraźni świat – okazuje się naprawdę czarodziejski. Franciszka wraz ze swoją szkolną klasą uczestniczy w spotkaniu z Wisławą Szymborską na Zamku Królewskim w Warszawie. Słuchając odczytywanych przez noblistkę wersów Radości pisania, dziewczynka przeżywa coś, co można by określić jako bardzo osobiste misterium.

Nikt nie mógł o tym napisać prawdziwiej niż właśnie poetka. Anna Piwkowska – w 2002 r. wyróżniona przez Fundację Kościelskich za tom poetycki Po, w 2009 r. uhonorowana Literacką Nagrodą Miasta Warszawy za Farbiarkę – stworzyła oryginalną, uwodzącą czytelnika i w dobrym tego słowa znaczeniu lekką (głęboką, ale tą głębią nieprzytłaczającą) opowieść, której główną bohaterką jest, w jakiś sensie, poezja. Ale nie ta koturnowa, wyniośle spoglądająca na zgnębionego ucznia ze stron szkolnego podręcznika, opatrzona nieśmiertelnym pytaniem o to, co autor – a jeszcze lepiej: podmiot liryczny – ma na myśli, lecz tak, która bywa „prośbą i zaklęciem”, „jednym wielkim zaczarowanym światem, gdzie wszystko się ze sobą spotyka”. Taka właśnie poezja w zupełnie niewymuszony sposób staje się częścią codzienności wrażliwej nastolatki, chcącej nadać widzialny, literacki kształt swoim emocjom i marzącej o tym, by zostać prawdziwą poetką. I najprawdziwsza poetka Anna Piwkowska przyznaje swojej bohaterce pełne prawo do tego miana, bo jak kiedyś sama powiedziała, dla niej „poetka to osoba, która pisze wiersze”; a przy tym dzięki autorce Farbiarki Franciszka – której kolejne utwory czytelnik może znaleźć w książce – z pewnością nie jest wierszokletką.

Trzeba zaznaczyć, że poezja nie jest tu traktowana abstrakcyjnie i „oderwane od życia” lekarstwo na całe zło. Gdy Franciszka dowiaduje się, że jej matka jest chora na białaczkę, uświadamia sobie bezradność. Poetycki proces twórczy stanowi nadrzędny temat i motyw tej powieści, ale autorka zaproponowała czytelnikom do przeżycia i przemyślenia o wiele więcej. Franciszka to nie tylko poetka, lecz przede wszystkim młodziutka dziewczyna przerażona poważną – i być może nieuleczalną – chorobą matki. Z dnia na dzień musi wyprowadzić się z domu i zamieszkać u dopiero co poznanej babci – nieco ekstrawaganckiej artystki (i jednej z bardziej frapujących postaci, jakie tu występują). Na pewno wzbogacił tę opowieść zabieg zmiany perspektywy; autorka kilkakrotnie pozwala czytelnikowi prześledzić losy bohaterek oczami owej niezwykłej babci Ewy. W subtelny sposób przemyca też zagadnienia związane z duchowością i religią, raczej stawiając pytania niż udzielając jednoznacznych odpowiedzi. Pokazuje szkolne życie Franciszki oraz jej koleżanek i kolegów z klasy, przyjaźnie i antagonizmy – i robi to z szacunkiem dla swoich bohaterów, wyczuciem i autentyzmem, do czego bez wątpienia przyczyniły się nauczycielskie doświadczenia Piwkowskiej. „Bez pracy w szkole i twórczego (chociaż chwilami niełatwego!) kontaktu z moimi uczniami ta książka nigdy by nie powstała” – napisała na stronie gimnazjum, w którym uczy, jeszcze w trakcie prac redakcyjnych nad swoją pierwszą powieścią dla młodzieży.

Jak gdyby mimochodem zachęca też Piwkowska do rozważenia kwestii wielokulturowości: opisana przez nią szkoła jest właśnie multikulturowa, oprócz Polaków uczą się tutaj m.in. Chinka, Japonka, Koreańczyk, Czeczenka oraz czarnoskóra Soraya – jedna z ważniejszych postaci tej opowieści – której rodzina ucierpiała podczas przerażającej wojny domowej w Rwandzie i która mimowolnie staje się przyczyną kilku szkolnych konfliktów z powodu swojej „inności”. A przy tym owa wzbudzająca różne reakcje odmienność ma, jak pokazuje Piwkowska, rozmaite odsłony. „Odmieńcem” jest słabo mówiąca po polsku i nosząca dziwne stroje Soraya, ale tak samo można by określić Franciszkę, która stroni od komputerów i Facebooka, a informacji o starożytnej poetce zamiast w internecie szuka w bibliotece, albo najbliższego przyjaciela Franciszki – Maćka, czytującego Gombrowicza, niezwykle empatycznego chłopaka, skrycie zakochanego w  swojej przyjaciółce. Bo jest tu i wątek miłosny – ujmująco dyskretny, bez plastikowych frazesów, „patrzenia spod rzęs”, przerysowanych westchnień i prób młodzieżowych stylizacji językowych. Powoli, badając swoje własne odczucia i reakcje, Franciszka odkrywa różnicę pomiędzy flirtem ze szkolnym podrywaczem Marcinem a głębszą relacją z dotychczasowym przyjacielem. Nie pada tu żadna definicja ani wyjaśnienie – czytelniczka zrozumie wszystko sama, tak jak samodzielnie zrozumiała to Franciszka, gdy wewnętrznie dojrzała.     

Na ów proces dorastania bohaterki składają się rozmaite doświadczenia: trauma spowodowana uświadomieniem sobie możliwych konsekwencji choroby matki, wywołana tym wstrząsem apatia, a potem wrogość do całego świata, próba odnalezienia się w relacji z dopiero co poznaną babcią, rozterki związane z poszukiwaniem prawdziwej miłości, udział w rozmaitych wydarzeniach rozgrywających się w szkolnej społeczności, pobyt w magicznym Nieborowie, nawet wizyty u tajemniczej pani Róży, właścicielki ogrodu niczym z baśni Andersena. I, oczywiście, czytanie i tworzenie poezji – co w jakimś sensie jest tym samym, bo, jak głoszą współczesne teorie interpretacji, czytanie jest tworzeniem niepowtarzalnego, indywidualnie pojmowanego, osobistego świata, pisanie zaś – osobistym odczytywaniem rzeczywistości.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że autorka nazywa kolejne rozdziały „scenami” – pokazuje przecież różne sceny z życia swojej bohaterki, a każda z nich okazuje się w jakiś sposób istotna i przybliża Franciszkę do „finału” – który nie przybiera tu jednak postaci jakiegoś spektakularnego wydarzenia. Autorka np. sugeruje, że matka Franciszki wraca do zdrowia, ale nie daje czytelnikom pewności happy endu, jak gdyby sygnalizując, że kluczową sprawą jest tutaj to, co rozgrywa się w psychice i umysłowości bohaterki. Ostatecznie Franciszka nie tylko pojmuje, że przyjaźń może się przerodzić w prawdziwie wartościową miłość, lecz także odkrywa być może najważniejszą prawdę o sobie: „Strasznie dużo tych Franciszek we mnie”. Jest to, z jednej strony, koniec marzeń o ostatecznym i wyczerpującym określeniu samej siebie, z drugiej – ukoronowanie procesu wewnętrznego dojrzewania.

Główna bohaterka nie jest postacią, z którą bez namysłu zidentyfikuje się hipotetyczna polska nastolatka – ale właśnie o ten namysł tu chodzi. Jeśli tylko Franciszka dostanie szansę, może się okazać „patronką” wszystkich szlachetnych outsiderów, szukających – na miarę swoich nastoletnich możliwości – czegoś więcej ponad mainstreamowe nurty i zjawiska kultury i sztuki. Anna Piwkowska nie kokietuje czytelników, nie narzuca im swoich idei ani nie próbuje „przybić im piątki”; zamiast tego ze smakiem i bez udawania czegokolwiek snuje swoją opowieść.

Anna Piwkowska
Franciszka
Il. Emilka Bojańczyk
Warszawa: Fundacja Zeszytów Literackich, 2014