Apokalipsa w nowych dekoracjach

Sławomir Buryła
#

Tekst pochodzi z wrześniowego numeru Nowych Książek (9/2014)

Nie wystawia mi to najlepszego świadectwa, ale muszę przyznać, że nie znałem dotychczas poezji Krzysztofa Siwczyka. Sięgałem niekiedy po pojedyncze wiersze (dość przypadkowo zresztą). Jak może się w tej sytuacji bronić krytyk?

Banalnym stwierdzeniem o morzu tekstów, które ukazują się co roku w naszych oficynach wydawniczych. Argument to jednak – choć prawdziwy – nie najwyższej klasy. Może miast chłonąć maksymalnie wiele winniśmy dokonywać selekcji i śledzić autorów ważnych, inspirujących. A do nich z pewnością zalicza się Siwczyk. Dokąd bądź to jego jedenasty tomik. Należy też pamiętać o dwóch zbiorach esejów: Ulotne obiekty ataku oraz Kinkiety w piekle.

W Dokąd bądź uderza kilka spraw. Po pierwsze, bodaj najłatwiej zauważalna jest długa fraza. Niewielu poetów wykorzystuje dziś długi, potoczysty wers. Siwczyk czyni to z konsekwencją i niejakim upodobaniem. Utwory zgromadzone w tomie to dziewięć poematów pisanych z epickim rozmachem. Jest nich jakaś dostojność. Ów długi wers może zniechęcać współczesnego odbiorcę, nawykłego do szybkiego tempa życia, do kalejdoskopowej zmiany. Siwczyk często zabiera głos w imieniu anonimowego „my”. To „my” odsyła do człowieka XXI wieku. Liczba mnoga pozwala sądzić, że również poeta jest do jakiegoś stopnia częścią tej zbiorowości, która formuje pośpiech, bezustanne wybieganie myślami w przyszłość. Siwczyk chce nas jednak zatrzymać, wolno roztaczając przed czytelnikami kolejne obraz, budując metafory i (niekiedy dość odległe) skojarzenia, łamiąc utarte schematy myślowe. Każe nam smakować słowa, zanurzyć się w nie głęboko.

Jego wiersze nie są łatwe w lekturze. To poezja mocno nasycona metaforą. Obrazy przechodzą wzajemnie w siebie. Przywołują na myśl poetykę surrealistyczną. Na całym tomem bowiem unosi się oniryczna aura. Zdarzenia rzeczywiste, znane z codziennego doświadczenia, tracą wyraziste kontury, generują stany irracjonalne. Często na niewielkim obszarze (jednego lub kilku wersów) rodzą się surrealne wizje: „Piskliwe, gwałtowne świty, korowody mar w wymarszu / do studni” (Po domu). Wizyjność Siwczyka przyjmuje ciemne barwy. Apokaliptyczna wrażliwość to jak się zdaje klucz otwierający Dokąd bądź. Autor Kinkietów w piekle nakłada na siebie niewspółmierne czasowo plany: prehistorie, teraźniejszość i przyszłość. Odległa przeszłość zapisana w skamielinach sąsiaduje z naznaczoną technologicznymi przemianami współczesnością.

Nie tylko metafora i długi wers zwracają uwagę u Siwczyka. Przykuwa ja również język poetycki – materia słów. W Dokąd bądź bogactwo polszczyzny staje przed nami w pełnej krasie. Znajdziemy w zbierze frazy wznoszone na bazie słów nobliwych, niekiedy patetycznych i podniosłych; słów często zapomnianych, obecnych w dawnych pismach i słownikach. Nadają one tym wierszom odświętne, rytualne oblicze. Towarzyszy im terminologia rodem z nauk medycznych, biologii, fizyki, chemii. Jednocześnie język ten jest od czasu do czasu przełamywany potocyzmami i prozaizmami. Kursywą w tomie Siwczyka zaznaczono intertekstualne nawiązania, słowa odsyłające do przekazów kulturowych (wyrażenie „przyszli barbarzyńcy”, wskazujące na powieść Czekając na barbarzyńców Coetzee, czy „bojaźń i drżenie”, odsyłające do słynnego dzieła Kirkegaarda).

Znamienne dla Siwczyka jest – w zgodzie z apokaliptyczną tonacją Dokąd bądź – spojrzenie z perspektywy kosmicznej. Z niej to być może lepiej widać nędzę i blichtr współczesnej cywilizacji pochłanianej przez popkulturę: „Demonstracja memów jak jedyny dowód człowieczeństwa / w ogólnym rezerwacie fikcji” (W piecu obok niebieski obłok). Rzeczywistość wirtualna, symulakry Baudrillarda unicestwiają wielkie egzystencjalne tematy, spychają na margines, zamiast nich proponując papkę słowną i ułudę szczęścia. To katastrofa w nowych dekoracjach. Współczesną apokalipsę (upadek, chaos, brak stałych punktów odniesienia) poeta przenosi w bezczas. Zda się, jakby nie było żadnego „przed” i „po”.

W anarchii, rozedrganiu, w świecie niestabilnym i niepochwytnym Siwczyk sytuuje głos poety-proroka, który widzi więcej niż inni. Więcej też czuje. To stawia go w pozycji uprzywilejowanej wobec społeczności. Jest przecież kimś na kształt szamana, proroka, kimś, kto wie. I tak jak szaman również on ma kłopoty z artykulacją sensu, z porozumieniem ze słuchaczami. O ile jednak słowa szamana jego pobratymcy próbują sobie wykładać (pewni ich rangi), o tyle proroka z Dokąd bądź nikt nie chce słuchać. Jego przekaz nie trafia do współczesnych, którzy trwają w marazmie kolejnych dni i lat.

Paradoks polega na tym, że prorok/szaman ma poczucie, iż niczego nie da się ostatecznie wyjaśnić. Otacza go „pustynia sensu”, jak czytamy w tytułowym wierszu Dokąd bądź. Pozostaje codzienna męka ze słowem. Jest wszakże w tym sens konstytuowany przez niezgodę na apatię i bezrefleksyjną egzystencję. To odpowiedź na atrofię tragiczności (głębi) życia, warunkowaną popkulturowym spłaszczeniem (jest ono jednym z najbardziej pesymistycznych skutków rozwoju dzisiejszej cywilizacji).

Dokąd bądź zmusza do ponownej, wielokrotnej lektury; do rozsupływania metafor i rozjaśniania obrazów, do rekonstruowania znaczeń. Ta mozolna droga nie jest dekadencką ucieczką w sztukę, gdy rzeczywistość przybiera obce i wrogie kształty. Poezja Krzysztofa Siwczyka to przypominanie o istnieniu , które nie jest li tylko zwykłym trwaniem, ale cudem myślenia, obejmowania refleksją świata i ludzkiej egzystencji. Ćwiczenia w myśleniu i wrażliwości stanowią zapłatę za trud przedzierania się przez las metafor i obrazów.  

Krzysztof Siwczyk
Dokąd bądź
Kraków: a5, 2014