Białoszewski odcenzurowany, czyli jaki?

#

Tekst pochodzi z wrześniowego numeru Nowych Książek (9/2014)

Z Adamem Poprawą, redaktorem nowego wydania „Pamiętnika z powstania warszawskiego” rozmawia Irena Janowska

Co pana wiąże z Białoszewskim?
Od zawsze był obecny w moich lekturach, choć pisać o nim zacząłem stosunkowo późno, w poprzedniej dekadzie. Mam na koncie m.in. szkice o Chamowie, Tajnym dzienniku. Przed książkowym wydaniem Tajnego dziennika, a po publikacji parunastu jego odcinków w prasie, namówiłem koleżanki i kolegów z wrocławskiej polonistyki, żeby zebrać teksty napisane na podstawie owych fragmentów w tom Białoszewski przed dziennikiem, i ten, hmm, eksperymentalny zbiór został opublikowany. Teraz natomiast przygotowuje, już samodzielnie, inny tom, poświęcony dziennikarskim latom pisarza. Tuż po wojnie do wczesnych lat pięćdziesiątych Białoszewski pracował w gazetach i „Świecie Młodych”. To wtedy przyszły pisarz nauczył się, że wychodzi się w miasto po temat, co będzie robił później przez kilkadziesiąt lat już jako znakomity twórca.

W jaki sposób trafił w pana ręce Pamiętnik z powstania warszawskiego?
Chodzi o nową edycję, tak? Po warszawskiej premierze Tajnego dziennika rozmawialiśmy z Tadeuszem Sobolewskim i Piotrem Sommerem; wtedy właśnie Tadeusz Sobolewski powiedział, że nadeszła pora na krytyczne wydanie Pamiętnika… Piotr Sommer wskazał na mnie jako na kogoś ewentualnie nadającego się do tego przedsięwzięcia. Tadeusz Sobolewski poradził, żebym napisał o tum do PIW-u oraz do pana Henka Proeme, spadkobiercy praw autorskich Białoszewskiego. Choć początkowo myślałem o klasycznej edycji krytycznej, ze stosownym aparatem naukowym, ostatecznie uzgodniliśmy z wydawnictwem wersję przyjętą dla całego wydania Utworów zebranych, Henk Proeme też się ku takiej edycji skłaniał. Dzięki niemu miałem do dyspozycji skan maszynopisu z poprawkami i dopiskami rożnych autorów, użyty do pierwszego wydania, oraz skan rękopisu, to znaczy tych kilkunastu brulionów, które się zachowały. Jednak główną podstawą pracy był maszynopis – sporządzony w wydawnictwie, ze ślady pracy autora i redaktorki, Krystyny Milewskiej. Poł biedy z dopiskami. Gorzej ze skreśleniami – czasem trudno ustalić, czyją wolę wyrażały. Henryk Proeme napisał mi, że ciemny długopis pochodzi od Białoszewskiego, natomiast jaśniejszy od Krystyny Milewskiej, ale nie wie, czy zawsze można na tym polegać. Wielokrotnie więc trzeba się było zastanawiać, czy przywrócenie jakiego fragmentu nie będzie edytorskim błędem, zakłóceniem woli autora.

Ale czytelnicy najbardziej ciekawi są fragmentów „odcenzurowanych”!
W maszynopisie jest wiele skreśleń, które motywowane były tylko względami ideologicznymi. Pamiętajmy, w jakich okolicznościach Pamiętnik… się ukazywał po raz pierwszy. Był to czas przełomu, próby przejęcia władzy przez frakcję moczarowską. Czas, kiedy forsowana była, w uproszczeniu mówiąc, chwalba żołnierskiej krzepy, kiedy wolno było mówić o dzielności powstańców, ale nadal należało potępiać przywódców. Osobliwy występ Janusza Wilhelmiego do wydania z 1970 roku oddaje tę sytuację. Wilhelmi najpierw więc przestrzega czytelnika przed dziwacznym językiem utworu, przed infantylizmem spojrzenia na powstanie, potem mówi, że jedno i drugie jest podporządkowane wizji artystycznej – jako takiej zatem, należy rozumieć, dla władzy mniej groźnej. W ten sposób partyjny ideolog niejako broni Białoszewskiego przed ówczesnym betonem politycznym. Potem Wilhelmi argumentuje, że autorowi udało się oddać ówczesne poczucie zagrożenia, niepewności mieszkańców Warszawy, dlatego utwór może być pożyteczny, bo przestrzega przed błędami historii.

Jakich zatem spraw dotyczyły cenzuralne skreślenia? Jak pan rozstrzygał wątpliwości?
Głównie tych, które mówią o relacjach polsko-żydowskich, polsko sowieckich, stosunku Polaków do Niemców. Istotne było, że jeśli skreślenie spowodowane było względami politycznymi, nie pochodziło od pisarza, można więc było te passusu spokojnie przywracać. W innych wypadkach trzeba się było mocno zastanawiać. W posłowiu umieszczam informacje o tych większych fragmentach, które zostały przywrócone czy to na podstawie maszynopisu, czy nagrania radiowego, szerzej tylko zatrzymuję się przy omówieniu zakończenia, które Białoszewski zmienił trochę, czytając utwór w radiu. Wyjaśniam, czemu zdecydowałem  o pozostawieniu zakończenia z wersji drukowanej – znakomitej końcówki, mocno już zrośniętej z dziełem – i zamieszczeniu finału alternatywnego w nocie, też zresztą świetnego; nie sposób było tego pominąć.

Jak odcenzurowany Pamiętnik… może zmienić wizerunek Białoszewskiego?
Myślę, że zobaczymy człowieka bardziej przenikliwego, bardziej wrażliwego na wiele kwestii społecznych, politycznych niż sądziliśmy dotąd. Rzekomy infantylizm Pamiętnika… - a możemy skonfrontować dzieło z wieloma pamiętnikami czy relacjami powstańców, którzy pozostali przy swym nastoletnim niejednokrotnie widzeniu zdarzeń – okaże się spojrzeniem dojrzałym, wyprzedzającym swój czas, zauważającym problemy, które w publicznym dyskursie pojawią się dopiero z parę dekad.