Polskie drogi w Turcji

#

Tekst pochodzi z lipcowego numeru Ruchu Muzycznego (7/2014)

Minęło w tym roku sześćset lat od nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Turcją. Rocznica ta stała się okazją do zacieśnienia relacji z naszymi dalekimi sąsiadami z południowego wschodu – relacji kulturalnych. W zeszłych latach mieliśmy „Polska!Year” w Wielkiej Brytanii, lub „Projekt Azja” w krajach Dalekiego Wschodu. Celem takich programów, które układa Instytut Adama Mickiewicza, jest zwiększenie obecności kultury polskiej za granicą.

Był czas, kiedy nasi – owszem dalecy kulturowo – sąsiedzi nie byli nam tak odlegli geograficznie. Wspólną granicę z Imperium Osmańskim mieliśmy przez prawie czterysta lat. A jak się miały nasze relacje muzyczne? Wspomnijmy na przykład Wojciecha Bobkowskiego (Ali Ufki), który w połowie XVII wieku był na dworze sułtańskim tłumaczem, malarzem oraz… kompozytorem. Nieocenione są jego rękopisy, w których muzykę ówczesnej Turcji zapisał notacją europejską, jego utwory zaś są jednymi z najważniejszych dla tamtych czasów w Turcji. W 2005 roku słynny King's Singers wraz z Sarband nagrał trzy psalmy właśnie z Ali Ufki’s psalter.

Wiemy nie od dziś, że muzyka łagodzi obyczaje, łączy dzięki swojemu uniwersalnemu językowi. W Turcji można obserwować rosnące zamiłowanie społeczeństwa do muzyki poważnej, sztuki kultury Zachodu. Impulsem dla zaistnienia ustabilizowanego ruchu koncertowego muzyki klasycznej była w 1934 roku wizyta w tym kraju Hindemitha. Szczególnie lubiani są tu romantycy i klasycy wiedeńscy, ceniona jest tradycja, w przeciwieństwie do muzycznych modern i awangardy. Co ciekawe, w Turcji nie ma państwowych instytucji filharmonii w naszym rozumieniu – jest kilka orkiestr, które są dotowane z kieszeni prywatnej.

Tak samo prywatny jest największy tamtejszy festiwal muzyczny – Stambulski Festiwal Muzyczny (Istanbul Music Festival), który powstał w 1973 roku i jest organizowany przez Stambulską Fundację Kultury
i Sztuki (IKSV). Wydarzenia zaplanowane są z rozmachem, a program jest wręcz imponujący. Nikogo nie dziwi, że Festiwal otrzymuje jedynie dwa procent dotacji publicznej, a dwadzieścia pięć procent jego budżetu pokrywa przychód ze sprzedaży biletów. Jak mówiła szefowa Festiwalu, publiczność trzeba wychowywać, pokazywać jej to, co lubi, sprowadzać gwiazdy światowych scen i jednocześnie stopniowo kształtować publiczność muzyki nowej. Przepis na sukces organizatorów działa – sale koncertowe tego Festiwalu, odbywającego się w przeciągu jednego miesiąca, z ponad dwudziestoma pięcioma koncertami w programie, wypełnione są w ponad dziewięćdziesięciu procentach. Tylko pozazdrościć.

Gwiazdami festiwalowej estrady stali się muzycy z naszego kraju, a przyczynił się do tego Rok Polski. Sinfonia Varsovia została guest resident orchestra Festiwalu i odbyła małe tournée po Turcji (orkiestrą rezydencką jest Borusan Istanbul Philharmonic Orchestra, zespół również utrzymywany z pozarządowych źródeł;
w tym roku zagra na Promsach). Jako solista z warszawskim zespołem wystąpił Piotr Anderszewski, a dyrygował świetny kapelmistrz praski Jakub Hrusa (16 czerwca). Kolejnego dnia zaś za pulpitem dyrygenckim stanął Krzysztof Penderecki, a na skraju estrady ze swoimi skrzypcami Julian Rachlin (17 czerwca). Przedtem, 13 i 14 czerwca, Sinfonia Varsovia wystąpiła w Stambule z Jurijem Bashmetem i Chórem FN w utworach Aleksandra Raskatova oraz otworzyła Festiwal Muzyczny w Izmirze z tureckim pianistą Hüseyinem Sermetem, pod batutą Pendereckiego.

Koncerty muzyki poważnej najchętniej organizowane są w Turcji w obiektach historycznych. Stambulski Festiwal gości w świątyni nieopodal Hagia Sophia – bizantyjskiej Hagia Eirene, która dziś jest przemianowana na muzeum. Akustyka przestrzeni koncertów nie była łatwa, jesteśmy przyzwyczajeni do innych standardów dla muzyki symfonicznej. Na łonie przyrody op. 91 Dworzaka wypadła jednak w tej sali z pogłosem całkiem przyjemnie, słychać było śpiew ptaków z pobliskiego parku, śpiew, który znakomicie odpowiadał obrazom natury malowanym przez Węgra. IV Symfonię koncertującą na fortepian i orkiestrę Szymanowskiego Anderszewski zagrał z ogromnym zapamiętaniem – pianista sprawiał wrażenie, że improwizuje. Brzmienia były lekkie i niewymuszone, interpretacja wręcz objawiała geniusz. Jest w tym także zasługa świetnego wyczucia dyrygenckiego – Hrusa reagował na każdy niuans, który wypływał spod klawiszy, a za batutą bacznie i zgodnie podążali Symfonicy. V Symfonia e-moll Czajkowskiego, wykonana na koniec wieczoru, zagrana została bardzo statecznie, wzniośle, w wolniejszym raczej tempie, ale to jej przydało uroku.

Organizatorzy Festiwalu najbardziej chcieliby, żeby w przyszłych latach mogło zabrzmieć Siedem bram Jerozolimy Pendereckiego. Kompozytor jest w Turcji bardzo ceniony, raczej za uniwersalizm, tradycyjny język muzyczny niż za kompozycje stricte awangardowe. Festiwal wyróżnił go Lifetime Achievment Award. Twórca zwykł prowadzić swoje dzieła, tak też tym razem stało się w Stambule. Na początek usłyszeliśmy uwerturę do baletu Twory Prometeusza Beethovena, która została zestawiona z jego Koncertem skrzypcowym D-dur. Julian Rachlin nie miał dobrych „warunków atmosferycznych” do gry – było bardzo ciepło, akustyka nie pomagała. Trochę też nie pomagał dyrygent, bo skrzypek momentami sam zdawał się prowadzić. Interpretacja Koncertu, z pięknymi momentami wirtuozowskimi, na szczęście wypadła całkiem dobrze.

Następnie usłyszeliśmy II Symfonię Pendereckiego. Jeśli kompozytor prowadzi własny utwór, to nie dziw, że interpretacja zadawala. I jeśli się ma co więcej do czynienia z tak sprawną technicznie i wyrazowo orkiestrą jak Sinfonia Varsovia. Publiczność była zachwycona utworem, więc nie obyło się bez bisu – usłyszeliśmy kolejny utwór Maestra, Chaconne.

Niewątpliwie w Turcji przybyło polskich dróg, dróg zbliżających, skracających dystanse.

• •

Rok Polski w Turcji ma oczywiście jeszcze swoją muzyczną kontynuację. Jednym z głównych wydarzeń programu jest m.in. koncert Kwartludium, który będzie interpretować muzycznie litografie tureckie, wystąpi Apollon Musagète Quartett, też przedstawiona zostanie jazzująca kompozycja Chord Nation Nikoli Kołodziejczyka. Turcja przyjedzie również do Polski – w październiku Chór Prezydenckiej Orkiestry w Ankarze ma wystąpić w Filharmonii Narodowej, gdzie będzie towarzyszyć polskim muzykom w III Symfonii Szymanowskiego.