Le Corbusier contra Rem Koolhaas

Marta Leśniakowska
#

Tekst z czwartego numeru miesięcznika Nowe Książki (4/2014)

Obie książki dzieli czterdzieści lat. Obie są autorstwa europejskich architektów i obie należą dzisiaj do kanonu dwudziestowiecznego piśmiennictwa o architekturze. Ich tematem jest Nowy Jork i jego architektura.

Przypadek zarządził, że ukazały się w Polsce w tym samym roku, ale jak uczy psychoanaliza, każdy przypadek jest dziełem nieświadomych motywów i pragnień. Nadszedł czas na lekturę tych tekstów jako reprezentacji dwóch filozofii architektury.

Le Corbusier wybrał się do Ameryki w roku 1936 w konkretnym celu: liczył na wsparcie swej awangardowej, opartej na modernistycznym micie standaryzowanej technologii, koncepcji Ville radieuse – miasta promienistego. Pracował nad nią, sięgając po inspiracje średniowieczną Europą, „kiedy katedry były białe” i wznoszono je „uporządkowane, regularne, geometryczne, według planów, tak jak w systemie Forda. Podróż nie przyniosła spodziewanych efektów dla samego projektu, ale okazała się sprawcza dla powstania książki zatytułowanej Kiedy katedry były białe z podtytułem Podróż do kraju ludzi nieśmiałych. To jedna z najważniejszych prac w obfitym dorobku Le Corbusiera (47 książek), równie ważna jak wcześniejsza o dekadę W stronę architektury i zbudowana w podobnej narracji bezkompromisowego manifestu.


Autor rozwija tu swoją retorykę „pisanej architektury”. Posługuje się językiem wieloznacznym, polemicznym, angażującym strategie agitacji, propagandy i plakatowych sloganów, namiętnym i nerwowym, ujawniającym psychoanalityczne podłoże twórczości mającej na celu oczarowanie czytelnika i uwiedzenie go. „Pisana architektura” Le Corbusiera jest komplementarna z jego nową estetyką puryzmu, której efektem miało być wytworzenie nowego typu przestrzeni: czystej, higienicznej, a w konsekwencji wzniosłej i niewysłowionej, jak ją określał. Technika tekstu-montażu służy temu, by znaczenia wyłaniały się, otwierając przestrzeń dla nowego poznania.

Na strukturę Katedr… składają się dwie części: Atmosfera z trzema rozdziałami, gdzie bohaterką jest Francja i jej architektura – figura francuskości i europejskości, oraz Stany Zjednoczone z pięcioma esejami poświęconymi Nowemu Jorkowi i jego architekturze. Nie jest bynajmniej nadużyciem uznanie tego tekstu za jeden z najbardziej sugestywnych i barwnych obrazów Nowego Jorku w dwudziestowiecznej literaturze, co trafnie zauważył autor wstępu do polskiej edycji Katedr… Waldemar Baraniewski. Jak w wielu innych tekstach Le Corbusiera, także i tu czytelnik obcuje z wielością perspektyw, nielinearną narracją typową dla eseju, czyli gatunku literackiego charakteryzującego się antysystemowym impulsem, jak to określił Adorno. Le Corbusier patrzy na Nowy Jork z perspektywy Europejczyka, Francuza i awangardowego architekta, który dusi się w starym mieście, a istotę problemu oddaje dobrze jego opis martwej natury we wstępie: „Nie sprzątnęliśmy  ze stołu po jedzeniu: wszędzie walają się resztki, (…) zastygłe sosy, kości, plamy po winie, okruchy i brudne sztućce.

W Corbusierowskim modelu urbanistycznym mózgiem nowego miasta i kraju miały być wysokościowce i Nowy Jork miał dostarczyć argumentów na potwierdzenie tej wizji. Zakorzeniona w tradycji europejskiej metafora białej katedry, wskazana jako sprawcza dla nowej architektury i per se nowego ładu społecznego, została więc skonfrontowana z nowojorską rzeczywistością. „Katedry są francuskie, a Manhattan amerykański. Doskonała okazja, żeby pooglądać to świeże dwudziestoletnie miasto z gnieżdżącą się w głębi myślą skupioną na boskich drapaczach chmur”. Ale rzeczywistość rozczarowała go: „Wasze drapacze chmur są niskie i niedorzeczne” – konstatuje sucho i wyniośle w wywiadzie dla „New York Herald Tribune”. To szokujące Amerykanów zdanie jest jednym z najczęściej cytowanych, stygmatyzując nieuleczalnie europocentryczną postawę Le Corbusiera. Oraz rozczarowanie, że świat amerykański jest daleki od jego wyobrażenia i, choć fascynujący, to w jakimś sensie go pokonał: „Wykopali mnie. Trzasnęli drzwiami. Ale ja w głębi ducha wiem, że mam rację. Mam rację. Mam rację”.

Nowojorskie doświadczenie stało się także tematem wydanej czterdzieści la później książki Rema Koolhaasa, holenderskiego architekta i autora kilku ważnych we współczesnej refleksji architektonicznej tekstów. Deliryczny Nowy Jork (1977) jest dzisiaj anonsowana jako „książka legenda”, esej biograficzny Nowego Jorku opowiadający o jego historii widzianej poprzez architekturę i urbanistykę. Koolhaas – ghostwriter Manhattanu pisał ją w epoce postmodernizmu i zmian paradygmatów kulturowych, a to ustawia zasadniczo lekturę jego książki: tak jak Katedry… Le Corbusiera jest to tekst obecnie już historyczny. Sens Delirycznego Nowego Jorku ujawnia tytuł, odwołujący się do snu, marzenia, fantazji i fikcji, stanów posiadających zdolność wprawiania nas w narkotyczną czy deliryczną ekstazę – tutaj architektoniczną. Podtytuł Retroaktywny manifest dla Manhattanu osadza problematykę nowojorską w jednym punkcie: Manhattan jest miejscem, a zarazem pojęciem będącym metaforą nie tyle nowojorskości (bo to byłoby rzecz jasna nieuprawnione), ile manhattanizmu, czyli urbanistycznej ideologii współczesnej metropolii, „nigdy niesformułowanej teorii”, której założeniem programowym jest „żyć w świecie stworzonym od początku do końca przez człowieka, a więc wewnątrz fantazji”. Książka Koolhaasa stanowi zatem historię marzeń, fantazji i fikcji, kolażu idei, doktryn i teorii urbanistycznych. Które z fazy nieświadomej stają się freudowskim odsłonięciem nieświadomego ucieleśnionym w manhattańskim krajobrazie.

Jak przystało na tekst postmodernistyczny, Deliryczny Nowy Jork ma, przekonuje autor, strukturę symulakrum – Siatki jako figury Manhattanu. Ale to kamuflaż: nie jest to bowiem tekst postmodernistyczny, o czytelnej linearnej narracji oraz braku tak typowej dla teksów postmodernistycznych struktury kłącza i hipertekstualności z jej nielinearnością, która pozwala czytelnikowi swobodnie nawigować. O nacechowaniu postmodernistycznym zaświadcza natomiast język Koolhaasa: pełen poetyckich i dosadnych metafor, porównań i soczystych przymiotników odwołujących się do języka potocznego. To język publicystyki historycznej i popliteratury, inkrustowanej wchodzącymi wówczas do humanistyki pojęciami, jak hipergęstość, którą Koolhaas wskazuje jako istotę urbanistyki Manhattanu i poprzez którą ujawniony zostaje schemat „Kultury Zagęszczania” współczesnej urbanistyki.

Koolhaas jest krytycznym i ironicznym interpretatorem różnych zjawisk w architekturze i jej teorii. Jako architekt antymodernista nie ukrywa, że radyklanym: „Modernistycznej architekturze przydałby się potop”’ mówi wprost. Oczywiste więc, że nie omija Le Corbusiera, a lektura Corbusierowskich poglądów na tematy różne, Manhattanu zaś w szczególności, ujawnia się jako bezwzględne pole bitwy między obu twórcami. I kiedy Koolhaas tonem ironicznym, pogardliwym i jawnie tendencyjnym streszcza wywody Le Corbusiera (nie tylko jego), otrzymujemy dosadny przykład nieusuwalnego konfliktu ideowego i generacyjnego. W tym punkcie ujawnia się rzeczywisty cel książki Rema Koolhaasa: jego głównym bohaterem jest on sam i jego twórczość (notabene tak samo, jak wcześniej widzimy to u Le Corbusiera), którą lansuje w ostatnim rozdziale swego „manifestu” w formie zestawu projektów jako „fikcyjne podsumowanie”.

Na książce Koolhaasa wykształciły się dwie generacje architektów. Dzisiaj wymaga ona niezbędnego wprowadzenia historycznego. Szkoda, że wydawca nie zatroszczył się o to, tak jak zrobiło Centrum Architektury wydając Katedry…, a wcześniej W stronę architektury. Pozwoliłoby to uniknąć dwuznacznej sytuacji, że książka Koolhaasa pozostaje w swym przesłaniu aktualna. Tak bowiem nie jest. Co nie znaczy, że nie należy jej czytać. Należy, ale angażując niezbędny krytycyzm. I pamiętając, że do tego dwugłosu o Nowym Jorku i jego wieżowcach nasz współczesność dopisała nowy, bynajmniej nie fikcyjny ciąg dalszy w dniu, gdy runęły dwa nowojorskie wieżowce WTC, ikony tego miasta i jego miejsca w historii współczesnej.

Le Corbusier
Kiedy katedry były białe. Podróż do kraju nieśmiałych
Tłum.: Tomasz Swoboda
Warszawa: Centrum Architektury, 2013

Rem Koolhaas
Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu
Tłum.: Dariusz Żukowski
Kraków: Karakter, 2013