Wyższa szkoła reportażu

Andrzej Wróblewski
#

Tekst z jedenastego numeru miesięcznika Nowe Książki (11/2013)

Świetny towar w kiepskim opakowaniu. Bo trzeba być niezbyt zgrabnym sztukmistrzem, żeby zbiorowi reportaży nadać tytuł Made in Poland.

Sugeruje on bowiem, że chodzi o jakieś niezwykłe wynalazki, których autorami są sportretowani na okładce ludzie – niepodpisani z imienia i nazwiska, gdyż pewnie są jak powszechnie znane gwiazdy filmowe. No i dlaczego jest ich na okładce tylko jedenastu, skoro w książce występuje dwudziestu pięciu? Albo prezentuje się wszystkich, albo nikogo. Jak bardzo musiała być też ponętna ta gra słów w podtytule – Antologia reporterów Dużego Formatu, a nie „Dużego Formatu” (dodatku do „Gazety Wyborczej”) – że zdecydowano się jej użyć, choć w oczywisty sposób kłóci się z semantyką języka polskiego: nie ma czegoś takiego jak antologia reporterów czy antologia poetów; może być co najwyżej antologia reportażu albo antologia poezji, bo antologia to wybór pism, nie ludzi.

Nie znęcajmy się już nad nieco infantylnym wstępem Włodzimierza Nowaka. Cytuje on pojedyncze  zdania z różnych reportaży i każe nam zgadywać, kto je napisał, twierdząc przy tym, że niektóre z nich stały się kultowe. To zależy dla kogo, proszę pana.

Dobrym pretekstem do kilku uwag na temat kondycji polskiego reportażu mogą być natomiast zacytowane na okładce słowa Małgorzaty Szejnert, długoletniej szefowej tegoż działu w „Gazecie Wyborczej”: ‘Reportaż jest właściwie nonsensem. Bo ślamazarny, zawsze spóźniony, przegrywa z telewizją i internetem. A mimo to »Gazeta Wyborcza« przez tyle lat pielęgnuje ten jawny nonsens, znajdując w tym niezwykłe poparcie czytelników”.

Tu chciałoby się z kolei powiedzieć: no dobrze, odrobina kokieterii nie zawadzi, ale trąci lekką przesadą ubieranie jej w tak nonsensowne zdania. Jeśli bowiem reportaż okazuje się nonsensem, cóż powiedzieć o książce jako takiej? Ona też jest przecież ślamazarna (co to właściwie znaczy?), też zawsze spóźniona i też przegrywa z telewizją i internetem (ciekawe, w jakiej właściwie konkurencji?). A mimo to wydawcy pielęgnują ten jawny nonsens i wciąż książki wydają, znajdując poparcie czytelników – czyżby wszyscy oni także zaczęli się lubować w nonsensach?

Przez słowa Małgorzaty Szejnert przebija oczywiście żal nad ogólnym upadkiem dziennikarstwa, nad jego wciąż postępującą tabloidyzacją, która skutecznie wypiera najambitniejszą formę opisu rzeczywistości, jaką jest reportaż. Prawda, że jest go coraz mniej, ale to nie znaczy, że chyli się ku upadkowi. Trzeba po prostu pogodzić się z faktem, że po ambitną lekturę sięga niewielu czytelników – tak było, jest i będzie. Tymczasem, sądząc chociażby po tym zbiorze tekstów, polski reportaż ma się doskonale, w czym ogromną zasługę ma właśnie Małgorzata Szejnert (i oczywiście „Gazeta Wyborcza”). „Duży Format”, dawniej zwany „Magazynem”, z jego sążnistymi reportażami stanowi ewenement nie tylko w skali kraju, ale również w skali europejskiej. „Duży Format” to prawdziwa stajnia znakomitych reporterów, których stworzyła właśnie Małgorzata Szejnert. Jedni do niej przychodzili, inni odchodzili, ale poziom ich pracy zawsze pozostawał bardzo wysoki.

Można zatem powiedzieć, że akurat w tej dziedzinie została zachowana ciągłość pokoleń. Poprzednie, którego rozkwit nastąpił w latach siedemdziesiątych, poturbowane przez stan wojenny, rozproszyło się po świecie. Wraz z demokratycznym przełomem musiała też nastąpić istotna zmiana zarówno w samym podejściu do reportażu, jak i w mentalności reportera. Kiedyś, gdy królował reportaż społeczno-interwencyjny, rzecz była w miarę prosta: miał on, w zawoalowany oczywiście sposób, pokazywać absurdy ówczesnego ustroju. Czy był reportażem z miejsca katastrofy, czy z kolejki stojącej przed punktem skupu zboża, miał pokazać w zasadzie jedno: arogancję i głupotę władzy.

Po przełomie, niejako z natury rzeczy, trzeba było nastawienie zmienić, co się okazało niełatwe, bo trudno się wyzbyć czarno-białego spojrzenia na świat. Trzeba było zrezygnować z podziału na „my” i „oni” i zacząć wszystko opisywać w kategoriach „my”: to my jesteśmy tacy bezmyślni albo tacy okrutni. Musiało upłynąć trochę czasu, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, jak bardzo Polacy nie lubią słuchać krytycznych opinii na swój temat i z jaką łatwością cedują wszystko co złe na innych, tylko broń Boże nie na siebie. Polak nigdy przecież nie powie, że spóźnił się na pociąg. Zawsze to będzie: „pociąg mu uciekł”. Przełamywanie tej „chłopskiej”, egoistycznej mentalności to też wielka zasługa „Gazety Wyborczej” i jej reporterów, którzy nie raz byli osądzani od czci i wiary albo wręcz posądzani o antypolskość.

Większość polskiej tak zwanej opiniotwórczej prasy odeszła od klasycznej formy reportażu, jaką jest reportaż społeczny. Część skoncentrowała się na dziennikarstwie i na reportażu śledczym, a część poszła w kierunku „ciekawostkowym” – pokazującym różne dziwactwa, których nie można uznać za opis naszej rzeczywistości, nie mówiąc już o opisie pogłębionym. Prawda, reportaż społeczny jest przedsięwzięciem dość drogim, ale czy jedynie motyw ekonomiczny decyduje o rezygnacji z owego gatunku?

Made in Poland to zbiór znakomitych reportaży, godnych przeczytania nie tylko przez tych, którzy z czystej ciekawości chcą wiedzieć coś więcej na temat własnego kraju, ale też przez wszystkich socjologów, zdających sobie sprawę, że ich metodologicznie poprawne badania to jeszcze nie wszystko. Przywołam tylko jeden przykład: wymagający ogromnej pracy reportaż Jacka Hugo-Badera o przestępczości młodocianych na jednym z warszawskich osiedli, inspirowany zresztą osobistymi, rodzinnymi doświadczeniami. Wyłaniający się z niego obraz jest tak daleki od, nazwijmy to, statystycznej policyjnej rzeczywistości, że po prostu budzi przerażenie. Nie tylko on; również nieprawdopodobnie bierna postawa mieszkańców, czyli właśnie nas samych.

Żeby być dobrym reporterem, wcale nie trzeba umieć bardzo dobrze pisać, bo od tego jest redaktor. Nie trzeba też kończyć zdanych studiów dziennikarskich – wystarczy empatia i zmysł obserwacyjny, pozwalający dostrzec to, co pod powierzchnią. No i oczywiście odwaga. Czy w czasie wszechogarniającego celebryctwa  znajdą się jeszcze młodzi ludzie, którym się będzie chciało jeździć, chodzić i wypytywać? Miejmy nadzieję, że „Duży Format” o to zadba.

Made in Poland
Antologia reporterów Dużego Formatu wybór tekstów, red. Włodzimierz Nowak, Mariusz Burchart
Warszawa: „Agora”, 2013