Ameksyka – książka antywojenna

Karolina Przybysz-Smęda
#

Tekst z szóstego numeru miesięcznika Nowe Książki (6/2013).

Tegorocznym zwycięzcą Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki został Ed Vulliamy, autor książki Ameksyka, brytyjski dziennikarz, reporter „Guardiana” i „Observera”. Był korespondentem wojennym w Bośni i Iraku. Jako pierwszy dziennikarz w historii zeznawał w Międzynarodowym Trybunale Karnym dla byłej Jugosławii.

„When you are lost in the rain in Juarez…” – śpiewał kiedyś Bob Dylan. Piosenkę usłyszał pewnego dnia Ed Vulliamy i postanowił pojechać do Ciudad Juarez. To dziś jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Wrócił tam w 2001 r. już jako dziennikarz. W mieście nie powitał go jednak deszcz, ale widok ciał powieszonych pod mostem, ofiar porachunków między gangami narkotykowymi. Ta egzekucja była jednym z wielu morderstw, których dokonano w Ciudad Juarez. Z podobnym okrucieństwem autor spotkał się później wielokrotnie, w różnych miastach meksykańskiego pogranicza.

- Dlaczego piszę o wojnie? Ponieważ jej nienawidzę. Nazywam siebie reporterem antywojennym. Nie mam wątpliwości, że to, co dzieje się w Meksyku, to właśnie wojna, choć inna od innych, które znamy. Jest postpolityczna i postideologiczna, nie ma w niej stron. Jest produktem globalnego kapitalizmu – mówi Ed Vulliamy.

Ameksyką nazywa autor meksykańsko-amerykańskie pogranicze. Jak pisze, jest to terytorium rządzące się swoimi prawami, obejmujące obie strony granicy, obce zarówno Waszyngtonowi, jak i stolicy Meksyku. Z powodu ogromnej ilości narkotyków przemycanej przez ten obszar Ameksyka stała się polem bitwy, choć pozbawionym okopów. W niebezpiecznych meksykańskich miastach, których nazwy pojawią się w serwisach informacyjnych zwykle w kontekście znalezionych tam ofiar tortur, toczy się normalne życie. Przyjeżdżają turyści, uczniowie chodzą do szkoły, dorośli mieszkańcy odwiedzają targowiska, prowadzą życie rodzinne, pracują w licznych maquiladoras, czyli zakładach montażowych typowych dla meksykańskiego pogranicza, gdzie ściąga siła robocza z całego kraju, uciekając przed nędzą. Autor bardzo dokładnie przygląda się tym miastom, ich mieszkańcom, procesom, które tu zachodzą. Analizuje, rozmawia, pyta, choć przez cały czas naraża się na niebezpieczeństwo, bo dziennikarze nie są mile widziani w Ameksyce. Narkotykowi gangsterzy kontrolują media, decydują o tym, jakie wiadomości mają się w nich pojawić. Wielu dziennikarzy, którzy postanowili postawić na swoim i mimo wszystko drukować artykuły o działaniach gangów, zostało poddanych torturom, niektórzy zabici, w wielu przypadkach nie oszczędzano również członków ich rodzin. Wielokrotnie okazywało się, że przedstawiciele władzy, którzy powinni wymierzyć sprawiedliwość, sami wspierali działalność karteli narkotykowych.

Podobnie było w przypadku okrutnie mordowanych kobiet, o których pisze autor. Próby znalezienia winnych zwykle okazywały się daremne – policja przymykała oczy. Bestialskie zabójstwa kobiet stały się tak częste, że stworzono na nie nawet specjalne określenie: femincidio. Autor podkreśla, że w miarę jak nakręca się spirala narkotykowej przemocy wzrasta liczba i stopień okrucieństwa morderstw dokonywanych na kobietach.

- To rodzaj manifestacji siły. Styl tej przemocy jest szczególnym wyrazem chęci całkowitej dominacji nad drugą osobą – mówi Vulliamy. I dodaje: - Ciudad Juarez jest wymarzonym miejscem dla przestępców, którzy chcą skrzywdzić kobietę. Kobiet jest tu bardzo dużo, bo pracują w licznych maquiladoras. No i życie kobiet, szczególnie biednych, nie ma tu wartości. Są bezimienne.

W opisywanej Ameksyce wojnie narkotykowej życie ludzkie warte jest tyle, ile śmieć.

- To również nasza wojna, naszego świata, który wydaje się lepszy i bogatszy. To bogata północ napędza sprzedaż narkotyków, co jest przyczyna tak wielu tragedii. To nasze banki współpracują z kartelami – mówi Ed Vulliamy.