Bardziej niż prawdziwy

Jagoda Wierzejska
#

Tekst z drugiego numeru Nowych Książek (2/2013)

Kiedy w ostatnich latach na półki księgarń trafiała kolejna publikacja traktująca o losach Jarosława Iwaszkiewicz, mieliśmy do czynienia z podobnym schematem marketingowym: wydawnictwo reklamowało ją jako „pierwszą biografię kompletną”, opartą na nieznanych dokumentach, zgłębiającą owiane tajemnicą fakty, krótko mówiąc książkę, jakiej „jeszcze nie było”. 

Tak przebiegała promocja pracy Marka Radziwona (2010), zatytułowanej lwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie, oraz opowieści prawnuczki autora Brzeziny, Ludwiki Włodek Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów (2012). Niedawno do rąk odbiorców trafiła kolejna biografia jednego z najbardziej fascynujących pisarzy polskich minionego stulecia – a właściwie pierwszy z dwóch zaplanowanych tomów – Inne życie pióra Radosława Romaniuka. Na jej obwolucie również możemy przeczytać, iż jest to publikacja „kompletna, analityczna", czerpiąca „z wielorakich źródeł, nieraz z nieznanych lub trudno dostępnych tekstów archiwalnych”. Obok pytania, jak dużo jest jeszcze owych tekstów spoczywających w mrokach archiwum, które można wyciągnąć na światło dzienne, nasuwa się pytanie bardziej w tym kontekście zasadnicze: co takiego różni książkę Romaniuka od innych rozpraw na rzeczony temat? Co czyni ją bardziej „kompletną” od wcześniejszych „kompletnych”, jak nas zapewniano publikacji?

W pewnej przenośni rzec można, że to coś objawia się już na pierwszy rzut oka – w postaci rozmiaru omawianej książki. Jak wspomniałam, Romaniuk zakroił swoje dzieło na dwa tomy, z czego pierwszy ma ponad 600 stron. Wolno się spodziewać, że przestrzeń pisarską o takim rozmachu wypełni opowieść snuta z niesłychaną dbałością o szczegóły – szczegóły, o których nie śniło się nawet Marii Iwaszkiewicz. Córka pisarza, rekomendując Inne życie, przyznała bowiem, że w dziele Romaniuka są fakty, które okazały się dla niej zaskoczeniem.

Jeszcze doskonalszą rekomendację niż słowa Marii Iwaszkiewicz – i znacznie lepszą gwarancję wciągającej lektury niż sama objętość tomu – stanowi jednak nazwisko autora. Radosław Romaniuk jest twórcą wielu artykułów poświęconych spuściźnie i biografii Stawiszczanina. Obronił rozprawę Serenite. Dialektyka późnej twórczości Jarosława Iwaszkiewicz, a nade wszystko uczestniczył w opracowaniu dwóch tomów Dzienników pisarza, jego listów do córek, korespondencji z Konstantym A. Jeleńskim i Teresą Jeleńską oraz Iwaszkiewiczowskiego tomu Dziedzictwo Chopina i szkice muzyczne. Kto jak kto, ale ów wybitny literaturoznawca i edytor faktycznie mógł napisać - i napisał! – książkę pretendującą do „kompletności” odmienianej przez wszystkie przypadki na obwolutach biografii mistrza z Kalnika.

Wielkim walorem publikacji jest to, że rzuca światło na zadziwiające, a niekoniecznie znane szerszemu kręgowi odbiorców aspekty życia Iwaszkiewicza, dotyczące zwłaszcza jego młodzieńczych lat. Romaniuk z psychologiczną wnikliwością opisuje skomplikowaną sytuację bohatera biografii, który funkcjonował w różnych, równoległych hierarchiach społecznych, towarzyskich i zawodowych. Podkreśla,  że przyszły autor Panien z Wilka jak ognia bał się łatki „ubogiego krewnego”, którą nieustannie przypinano mu, szczególnie w majątku Tymoszówka należącym do Szymanowskich. Dlatego – choć od 1909 r. wyjeżdżał na tzw. letnie kondycje (dodatkowe, karne zajęcia serwowane przez zamożnych rodziców leniwym latoroślom) – nie lubił pracy korepetytora, bo przy okazji kolekcjonował towarzyskie upokorzenia.

Romaniuk szeroko, acz z wielką delikatnością, omawia życie uczuciowe młodego Iwaszkiewicza. Przede wszystkim zwraca uwagę na trójkąty erotyczne, w których pisarz uczestniczył, a które (według szwajcarskiego slawisty, Germana Ritza) zaprogramowały literackie modele homoseksualnych relacji w jego dziele. Przedmiotem opowieści czyni choćby związek, jaki powstał w Byszewach między przyszłym pisarzem, jego gimnazjalnym kolegą Józefem Świerczyńskim oraz Zofią Kurkiewiczówną, urodziwą bratanicą sąsiadów byszewskiego dworku. Badacz odnotowuje również homoerotyczne fascynacje Iwaszkiewicza, zwłaszcza tę – mało znaną – o trzy lata młodszym od pisarza Mieczysławem Kozłowskim (początkującym poetą, publikującym pod pseudonimem Rytard), któremu w pierwotnej wersji dedykowana była większość oktostychów powstałych wiosną 1917 r. Nie zapomina w końcu Romaniuk o rzadko dyskutowanych relacjach młodocianego artysty z kobietami – Jadwigą Hanicką i Heleną Peszyńską; relacjach, w których Iwaszkiewiczowi przypadła w udziale  poniżająca rola „przyjaciela” i powiernika sekretów miłosnych, gdzie w roli kochanków występowali inni mężczyźni.

Długo można by wymieniać fakty z nowej perspektywy naświetlone w Innym życiu. Przynajmniej dwa zasługują jednak jeszcze na wzmiankę. Pierwszy to ten związany z doświadczeniami wojskowymi autora Brzeziny w czasie walk na Podolu, podczas wojny polsko-bolszewickiej. Jak dowiadujemy się od Romaniuka, jednostka artylerii, do której zgłosił się pisarz (zaprzeczający wielokrotnie, jakoby służył w amii) została wówczas użyta do pacyfikacji wsi ukraińskich. Drugi fakt dotyczy małżeństwa Iwaszkiewicza z Anną Lilpopówną, bogatą jedynaczką z rodziny przemysłowców. Wielu – zwłaszcza przed wojną –  uważało, że przez ów mariaż Stawiszczanin zapewnił sobie byt materialny. Badacz pokazuje, że opinia ta była dalece nietrafna. Twórca przyjął posiadłość w Podkowie Leśnej, aby zagwarantować poczucie bezpieczeństwa żonie; nigdy nie czuł się gospodarzem w domu, gdzie reguły ustalała surowa ciotka Anny, Aniela Pilawitzowa; właściwie nie korzystał z pieniędzy teścia; nie raz, nie dwa musiał za to sam ratować rodzinną fortunę honorariami autorskimi.

Publikacja Radosława Romaniuka ma ogromną wartość faktograficzną, poza żywotem autora Panien z Wilka ukazuje bowiem wspaniałą panoramę kultury polskiej, począwszy od połowy XIX wieku, skończywszy na roku 1939,który zamyka pierwszą część rozważań badacza. Z godną pochwały drobiazgowością odmalowuje on na przykład atmosferę polskich dworów na Ukrainie w pierwszej i drugiej dekadzie ubiegłego stulecia. Kiedy autor wymienia gromadzone w nich przedmioty –  puginały, rogi z kości słoniowej, pistolety, serwisy, puchary, tabakiery… – za pomocą enumeracji wskrzesza jakby światy pogrążone ostatecznie w czasie rewolucji październikowej.

Nie mniejszą jednak wartość prezentuje książka w dziedzinie artystycznej. Warto to podkreślić, ponieważ erudycja biografisty stanowi warunek podstawowy tego typu prac, obrazowy język natomiast – rzadko przejawiający się w owych pracach talent. Język Romaniuka jest niespotykanie plastyczny, styl – kryształowy, narracja – potoczysta. W rezultacie Inne życie, nie tracąc nic ze swoich walorów naukowych, okazuje się pasjonującą lekturą: czyta się je niczym znakomitą powieść. Choć znamy rozwiązanie fabuły tej „powieści”, wciąż odkrywamy w niej nowe wątki i motywy, a główny bohater z rozdziału na rozdział staje się – by strawestować Baudelaire'a - bardziej niż żywy i bardziej niż prawdziwy.